wtorek, 31 maja 2016

Wywiad z Alvaro Solerem

Alvaro Soler to pochodzący z Barcelony piosenkarz, którego utwór „El mismo sol” stał się hitem ubiegłego lata. Kolejne utwory artysty „Agosto” i „Sofia” wskazują zaś na to, że kariera Alvara dopiero się rozkręca. W specjalnym wywiadzie opowiada między innymi o swojej wielokulturowości, inspiracjach muzycznych oraz współpracy z Jennifer Lopez. Zapraszam do lektury!


Jesteś synem Niemca i Hiszpanki, mieszkałeś przez siedem lat w Japonii – musiało to w znacznym stopniu wpłynąć na Twoją wielojęzykowość i wielokulturowość. Jakie cechy charakteru dzielisz z typowym Niemcem, a jakie z typowym Hiszpanem?

Zgadza się! Właściwie czuję się bardziej Hiszpanem niż Niemcem, ponieważ mieszkam w Berlinie dopiero od roku. Wydaje mi się, że moja miłość do słońca i jego ciągła potrzeba, aby wprowadzić się w dobry nastrój, czyni mnie bardziej Hiszpanem. Co nie zmienia faktu, że bardzo lubię piwo :)

Popularność przyniosło Ci wydanie pierwszego solowego utworu „El mismo sol”. Co Twoim zdaniem przyczyniło się do ogromnego sukcesu tej piosenki – czy była inspirowana osobistymi przeżyciami?

To prawda. „El mismo sol” przyniosło mi jako artyście popularność, co oczywiście kompletnie odmieniło moją karierę. Domyślam się, że ludzie po prostu lubią piosenki z pozytywnym przesłaniem, które pomagają uwolnić się od problemów dnia codziennego. Sam staram się cały czas od nich uwalniać :) Inspiracją dla samego utworu była myśl, że muzyka łączy ludzi, stając się właściwie naszym jednym wspólnym językiem!

„El mismo sol” jest również dostępne w wersji angielskiej „Under the Same Sun” nagranej w duecie z Jennifer Lopez. Jak wspominasz swoją współpracę z żywą legendą muzyki pop?

Praca z J.Lo była czymś nie do uwierzenia. Ona jest naprawdę zapracowaną kobietą, która zna swoją wartość. Dla mnie była to ogromna lekcja jak nigdy nie poddawać się w przemyśle muzycznym.


26 czerwca 2015 wydałeś swój debiutacki krążek „Eterno agosto” z trzynastoma oryginalnymi piosenkami, w większości napisanymi przez Ciebie. Który z utworów na płycie jest Twoim ulubionym i dlaczego?

Właściwie jestem autorem wszystkich moich piosenek, więc z każdą z nich czuję osobistą więź. Nie chciałbym śpiewać piosenki, której nie napisałem, ponieważ nie czułbym, że jestem odpowiedną osobą do opowiedzenia danej historii. Moim ulubionym utworem jest chyba „Esperándote”. Automatycznie przenosi mnie w niezwykłe miejsce i wprawia w dobry nastrój!

W tym roku miałeś okazję odwiedzić Polskę, promując swój najnowszy album. Jaka jest Twoja opinia na temat polskich fanów – czują Twoją muzykę i jej przesłanie?

Tak! Polska jest cudowna! Właściwie to jedyny kraj, w którym „Agosto” odniosło tak ogromny sukces! Jestem naprawdę wdzięczny i nie mogę się doczekać jak wrócę i podzielę się nową muzyką z moimi polskimi fanami! :)

Po ogromnym sukcesie Twojego debiutanckiego krążka mam nadzieję, że niedługo będziemy mieli okazję usłyszeć kolejny. Czy zacząłeś już pracę na drugim solowym albumem? Czego możemy się od Ciebie spodziewać w przyszłości?

15 lipca wydaję reedycję albumu „Eterno agosto” z trzema nowymi piosenkami, między innymi najnowszym singlem „Sofia”. Planuję również trasę koncertową w najbliższym czasie!

¡Gracias por la entrevista y que tengas mucha suerte en tu vida artística!
(Dziękuję za wywiad i życzę dużo szczęścia w artystycznym życiu!)

Muchas gracias a ti y un abrazo enorme a todos mis fans de Polonia!! :)

(Wielkie dzięki i przesyłam uściski dla wszystkich moich polskich fanów!!)


Zachęcam do śledzenia dalszej kariery Alvaro Solera za pośrednictwem jego oficjalnego profilu na Facebooku:

Interview with Alvaro Soler

Alvaro Soler is a singer from Barcelona whose song „El mismo sol” became Summer hit of 2015. His next songs „Agosto” and „Sofia” make me pretty sure that his career is just getting started and he is ready to hit the stage with another ones. In the special interview Alvaro is talking about being multicultural, his musical inspirations and his collaboration with Jennifer Lopez. Enjoy it!


You are a son of German father and Spanish mother and you have been living in Japan for seven years - it must have made you multilingual and multicultural. What characteristics do you share with the stereotypical German and the stereotypical Spaniard?

Yes that’s right! I actually feel more Spanish than German due to the fact that I have only been living in Berlin for 1 year now. I guess me loving and needing the sun to shine to feel good, makes me Spanish but I also love beer :)

You became popular after the release of your first song as a solo artist called "El mismo sol". What in your opinion made this song so famous - was it inspired by your personal story?

Yes it’s true. “El mismo sol” made me popular as an artist which of course changed my career completely. I guess people like songs that have a positive sound and help them get distracted from everyday problems. Happens to me all the time :) The song was inspired by the connection we humans have through music and how we all speak the same language!

There is also an English-language version of "El mismo sol" recorded with Jennifer Lopez called "Under the Same Sun". How do you remember your collaboration with the living pop music legend?

It was quite unbelievable working with J.Lo. She is an incredibly hard working woman who doesn’t take anything for granted. For me this was a big lesson on how to keep on fighting in this music industry.


On 26 June 2015 you released your debut album "Eterno agosto" with thirteen original songs mostly written by you. What is your favourite song from the album and why?

Well I actually write all of my songs so they always have a personal connection. I wouldn’t like singing a song I didn’t write because I wouldn’t feel I’m the right person to tell that story. My favorite song is probably "Esperándote". It just transports me to a incredible place and makes me feel good!

This year you visited Poland promoting your new recording. What do you think about your Polish fans - do they feel your music?

Yes! Poland is great! It’s actually the only country where “Agosto” was so successful! I am so grateful and I can’t wait to be back and share more music with my Polish fans! :)

After the huge success of your debut album, I hope there is a chance to hear another one very soon. Have you already started working on your second solo recording? What can we expect from you in the future?

On July 15th I will release a re-edition of “Eterno agosto” with three new songs including my new single “Sofia”. I am also planing a tour pretty soon!

¡Gracias por la entrevista y que tengas mucha suerte en tu vida artística!


Muchas gracias a ti y un abrazo enorme a todos mis fans de Polonia!! :)


If you want to follow the next musical steps of Alvaro Soler, please visit his official Facebook profile:

niedziela, 15 maja 2016

Rozmowa z Łukaszem Kędziorem (LukeBook.pl)

Łukasz Kędzior jest autorem bloga modowo-showbiznesowego LukeBook.pl, na którym przybliża swoim czytelnikom sekrety życia celebrytów oraz kulisy wielkich eventów. Przeprowadzał rozmowy z takimi gwiazdami jak Dorota Wellman, Małgorzata Rozenek czy Anja Rubik, a jego wiedzę o showbiznesie docenił między innymi program „Na Tapecie”, w którym występuje w roli eksperta. W specjalnym wywiadzie LukeBook.pl zdradził mi kulisy swojej pracy i dalsze plany dziennikarskiego rozwoju.


Pracujesz w zawodzie dziennikarza od niemal sześciu lat, zajmując się głównie tematyką gwiazd i show-biznesu. Kiedy stwierdziłeś, że chciałbyś pójść tą drogą zawodową?

Chyba już od dzieciństwa wiedziałem, że chcę zostać dziennikarzem. Jak bawiłem się z innymi dzieciakami to często chciałem bawić się w telewizję. Zabierałem mojego kolegę, siadaliśmy przed wyłączonym telewizorem, w którym odbijały się nasze twarze i prowadziłem program, w którym on był gościem (śmiech). Robiłem również własne „gazetki”, które sprzedawałem rodzicom. Później zaangażowałem się w redagowanie gazetki szkolnej, więc ta pasja od początku we mnie gdzieś tkwiła. Oprócz tego interesowałem się muzyką – w tamtym okresie polskie MTV i VIVA były w świetnej formie, więc muzyka była blisko mnie. Ponadto moja ciocia pracowała w kinie, więc zawsze wiedziałem, jak coś nowego pojawiało się na ekranie i faktycznie jako dzieciak obejrzałem setki filmów. Zafascynowałem się światem gwiazd; muzyków, aktorów i wiedziałem, że jeśli pójdę w dziennikarstwo to tylko w showbiznesowe.

Od kilku miesięcy możesz zajmować się showbiznesem na własną rękę w swoim autorskim portalu LukeBook.pl. Skąd pomysł, żeby stworzyć niezależny projekt?

Długo dojrzewałem do tej decyzji, zanim się za to zabrałem. Od zawsze miałem pomysł, żeby zrobić coś swojego, ale jednocześnie miałem pewne obawy i potrzebowałem jakiegoś „kopniaka”. Dostałem go z resztą od jednej z gwiazd, którą bardzo cenię. Ostatecznie wystartowałem jesienią zeszłego roku, chociaż przygotowania zacząłem już wcześniej. Jak na pierwszy autorski projekt miałem naprawdę dosyć dobre wejście – materiały z LukeBook’a w swojej audycji radiowej cytował nawet Kuba Wojewódzki! Teraz też jestem zadowolony – statystyki rosną, liczba obserwatorów na Instagramie, fanów na Facebooku też, coraz częściej odzywają się reklamodawcy. Nawiązaliśmy już współpracę z kilkoma markami. Jest dobrze!

Na ten sukces nie składa się tylko Twoja praca, lecz również praca innych osób. Jak wyglądają kulisy funkcjonowania LukeBooka?

Jeśli chcesz robić projekt, taki jak LukeBook to nie ma możliwości, żebyś go poprowadził samodzielnie.  Łączę na swoim blogu modę i showbiznes, więc nie ma opcji, żebym sobie sam zrobił sesję czy nagrał materiał video z wydarzenia showbiznesowego. Musiałem więc znaleźć do tego ekipę. Są to moi dobrzy znajomi, a nawet mogę śmiało powiedzieć przyjaciele. Tworzymy na razie mały, trzyosobowy zespół, który ma ogromną frajdę z tego co robi. Mamy w zespole świetną fotografkę Karolinę Sztabę, która publikowała już swoje zdjęcia w ogólnopolskich magazynach. Nad całością projektu czuwa Asia Jałowiec, która dba o formy graficzne na blogu, materiały video, również robi świetne zdjęcia oraz odpowiada za działania PR.


Bywasz na wielu spotkaniach i różnego rodzaju eventach. Zapraszają Cię na te imprezy czy sam walczysz o akredytacje?

Różnie z tym bywa. Jako dziennikarz z kilkuletnim stażem jestem w bazach danych kontaktowych agencji, wydawnictw czy firm, które organizują imprezy, więc często dostaję różne zaproszenia. Oczywiście są też wydarzenia, na które muszę się akredytować, ale z wielką satysfakcją mogę stwierdzić, że raczej nie zdarzają mi się odmowy udzielenia akredytacji. Ludzie widzą, że LukeBook się rozwija, robimy dobrej jakości materiały i jest w nas potencjał! Ostatnio jedno z wydawnictw organizowało premierę swojego nowego tytułu, na którą zaproszono tylko telewizje, a z zewnętrznych portali internetowych był wyłącznie LukeBook. Takie rzeczy cieszą i motywują.

Czy obowiązuje jakaś specjalna etykieta na takich showbiznesowych spotkaniach?

Wszystkie osoby, które przychodzą zrobić wywiad na evencie, obowiązuje „komitet kolejkowy”. Jeśli chcesz przeprowadzić rozmowę z gwiazdą to ustawiasz się grzecznie w kolejce i faktycznie wszyscy dosyć restrykcyjnie pilnują tych kolejek. Jak ktoś czasem chce się „wepchnąć” to koledzy dziennikarze się wstawiają za tobą. Trzeba pilnować określonej kolejności. Przeważnie te imprezy w Polsce są opóźnione (nie wiem jak jest na Zachodzie, bo byłem dotychczas tylko na jednej dużej imprezie za granicą – tam było wszystko na czas). U nas szczególnie jeśli chodzi o pokazy mody jest zwykle godzina lub więcej opóźnienia. Ale wtedy też jest czas na zrobienie materiału. A co jeszcze z zasad na imprezach? Jest jedna bardzo ważna – nie należy przychodzić bez zaproszenia, a takie sytuacje w polskim showbiznesie się zdarzają.

Jest pewien paradoks, jeśli chodzi o podejście ludzi do showbiznesu – z jednej strony tyle mówi się o panującym w nim zakłamaniu, a z drugiej wielu on kręci. Co jest siłą napędową i co tak fascynuje społeczeństwo w tym świecie?

Jest w tym świecie jakaś aura magii, coś co przyciąga. Chyba też ta niedostępność, to, że nie każdy ma możliwość wejścia w ten świat jest takie fascynujące. Ja od dzieciństwa chciałem być po „tamtej stronie” – pójść np. na rozdanie Fryderyków. Nie sądziłem, że mi się to kiedyś uda. Poszedłem pierwszy raz na Fryderyki chyba trzy lata temu. Wówczas wspominałem sobie, jak to było, gdy oglądałem pierwsze gale rozdania Fryderyków w telewizji. Nie jest to już co prawda tak prestiżowe wydarzenie jak latach 90., bo również zmieniła się polska scena muzyczna, natomiast fajnie było to zobaczyć na żywo. Jak wejdziesz w ten świat, chodzisz na te wszystkie imprezy to gdy przychodzi sezon wakacyjny i nic się nie dzieje, trochę tęsknisz do tego. Po wakacjach na pierwszej imprezie w sezonie wszyscy się witamy niczym uczniowie po powrocie z wakacji. Sezony w showbiznesie są od września do grudnia i kolejny, który zaczyna tuż po feriach i trwa do czerwca, wtedy odbywa się najwięcej pokazów mody, konferencji, rozstrzygnięć plebiscytów itd.

Czyli showbiznes też ma swoje wakacje?

Oczywiście, wakacje też gwiazdom się należą – muszą trochę odpocząć.


Na LukeBooku szczególną uwagę przykuwają Twoje wywiady z takimi topowymi nazwiskami jak Anja Rubik czy Joanna Przetakiewicz. Jak się odpowiednio przygotować do wywiadu?

Dla mnie wywiad to rozmowa. Oczywiście przygotowuję research na temat mojego rozmówcy i dzięki temu pamiętam o co chcę zapytać. Natomiast nie przygotowuję się do wywiadów robiąc listę pytań i odhaczając w czasie wywiadu te, które już zadałem. To trochę tak jak rozmowa ze znajomym, jeśli jesteś ciekaw co się u niego dzieje, to przecież nie idziesz do niego na spotkanie z kartką, że masz zapytać o to czy o to. W takiej naturalnej rozmowie wychodzi dużo więcej ciekawych rzeczy, a wiele jest też zapisanych między słowami. Ostatnio miałem przyjemność rozmawiać z Magdą Mołek, która jest dla mnie autorytetem w tej dziedzinie, uwielbiam jej program „W roli głównej”. Przede mną wywiad z Magdą przeprowadzała osoba, która miała pytania zapisane na kartce i dosłownie odpytywała ją, a nie prowadziła rozmowę. Zaczęliśmy naszą rozmowę właśnie od pytania sztukę rozmowy. Powiedziałem Magdzie, że ja nie notuję pytań i się zastanawiam czy to ze mną jest coś nie tak. Odpowiedziała mi, że to znaczy, że jeszcze moja głowa pracuje i że przychodzę porozmawiać, a nie zrobić komuś test czy odpytywankę. Miło było mi usłyszeć takie słowa od niej.

A z którego wywiadu jesteś najbardziej dumny?

Rozmawiałem już z tyloma wyjątkowymi osobami, że ciężko wskazać jedną. Na pewno Anja Rubik bo to jest ikona, bardzo chciałem z nią porozmawiać. Kiedy realizowaliśmy wywiad była przeziębiona. Chociaż była bardzo długa kolejka dziennikarzy (robiłem wywiad na planie „Project Runway”), ona odpowiedziała na wszystkie moje pytania. Mimo że nie czuła się najlepiej zachowała pełen profesjonalizm. To też moim zdaniem świadczy o klasie gwiazdy, że współpracuje z dziennikarzem mimo niesprzyjających warunków czy okoliczności. 

Na stronie LukeBook.pl zajmujesz się również modą, możemy podziwiać Twoje liczne stylizacje. Jaki jest Twój sposób na modę i jak mógłbyś określić swój styl?

Mój styl cały czas ewoluuje, więc nie mogę powiedzieć, że ubieram się tak czy tak. Bardzo długo byłem zwolennikiem London looku i gdzieś on cały czas dominuje w mojej szafie. Często bywam w Londynie – moda uliczna tego miasta jest niesamowita. Jest w niej ogromny eklektyzm, stykają się tam ciekawe osobowości. Kiedy pooglądam sobie ludzi na Oxford Street to stwierdzam, że u nas w Polsce jeszcze do tego daleko. Staram się obserwować ulicę, bo skopiować gotowe zestawy z wystawy w H&M czy w Zarze nie jest sztuką! Sztuką jest miksować różne ubrania i marki, tak aby tworzyło to coś interesującego. Ja jestem zwolennikiem sieciówek i taniego ubierania się, ponieważ jest tyle fajnych rzeczy, że myślę, że nie mógłbym kupić jednej pary butów za 4 tysiące. Może jak mnie będzie stać to będę takie nosił, ale lubię mieć wybór. Jeśli szukam w mojej szafie pomysłu na ciekawą stylizację, to muszę mieć z czego wybrać. Nie lubię chodzić cały czas w tym samym, choć kurtka ramoneska u mnie dominuje (śmiech).

Granica między ubraniem a przebraniem bywa dość płytka. Jak nie przesadzić w pogoni za modą?

Ja staram się wyglądać normalnie, więc chyba nie przesadzam (śmiech). Przede wszystkim zrozumiałem, że sposób ubierania to jest wyrażanie siebie. Jeszcze parę lat temu inaczej patrzyłem na ludzi, którzy wyróżniają się w tłumie – teraz wiem, że to ich sposób na bycie sobą. Może mi się to podobać lub nie, ale to akceptuję. Jeśli się dobrze w czymś czujesz i wyrażasz tym siebie – śmiało się tak ubieraj!

Twój autorski projekt rozwija się coraz prężniej, wspomniałeś o rosnącej liczbie obserwatorów. Jakie są Twoje plany na najbliższy czas?

LukeBook faktycznie się fajnie rozwija, więc pracuję nad tym, żeby było coraz lepiej. Zbliżają się wakacje, więc zacznę pracować na rzeczami, które pojawią się na LukeBook’u jesienią. Mam kilka pomysłów, jeden z nich już realizuję i mam nadzieję, że jesienią będę mógł pochwalić się efektami. Zamierzam również trochę odpocząć, bo od września czeka mnie ciężka praca, ale taka która sprawia mi przyjemność, a to w życiu najważniejsze! We wrześniu znowu zaczną się pokazy i inne wydarzenia, a już od połowy sierpnia pewnie konferencje ramówkowe. Wydaje mi się, że w nowej ramówce TVN będzie naprawdę ciekawie! Startuje program, który poprowadzi Agnieszka Szulim – „Azja Express”. Myślę, że to będzie strzał w dziesiątkę! Na pewno wkrótce napiszemy o nim na LukeBook.pl.


Jeżeli zaciekawiła was dziennikarska droga Łukasza Kędziora, zapraszam do śledzenia jego autorskiego projektu:

sobota, 14 maja 2016

Rozmowa z Katarzyną Sobiechowską-Szuchtą

Głosu Katarzyny Sobiechowskiej-Szuchty, prowadzącej Fakty Kulturalne w RMF FM codziennie słucha kilka milionów ludzi. Mimo ogromnej popularności stacji w której pracuje, nie jest ona jednak osobą powszechnie znaną. „Głos znam, ale z wyglądu zupełnie pani nie kojarzę” – powiedział jej kiedyś taksówkarz. W wywiadzie dziennikarka radiowa zdradza kulisy swojej pracy, opowiada o dotychczas przeprowadzonych wywiadach oraz dzieli się swoimi przemyśleniami na temat kondycji współczesnego dziennikarstwa.

Fot. Archiwum prywatne

Ukończyłaś Państwową Wyższą Szkołę Teatralną i z wykształcenia jesteś teatrologiem. Dlaczego więc wybrałaś zawód dziennikarki? 

Bo teatrologia nie przeszkadza w dziennikarstwie, a zajmując się dziennikarstwem kulturalnym mogę wykorzystać całą swoją wiedzę, którą tam zdobyłam. Teatr, Historia filmu, Historia literatury, Teatr w mediach, Film w mediach… Takie miałam zajęcia, w związku z czym pomyślałam „Dlaczego nie?”. 

A jak wyglądały te Twoje zawodowe początki? 

Zaczęło się jeszcze długo przed teatrologią. Byłam w liceum i jedna z moich koleżanek z kółka teatralnego zaczęła pracować w Rozgłośni Harcerskiej. Nie miało to nic wspólnego z radiowęzłem harcerskim, po prostu tak się nazywała stacja radiowa. Była to szkoła dobrego dziennikarstwa – podpatrywałam i podsłuchiwałam starszych zdolnych kolegów radiowców. Wiele się od nich uczyłam, ale zajmowałam się tam głównie przynoszeniem taśm. Wtedy jeszcze (teraz to jest mocno skomputeryzowane) montowało się na takich zielonych taśmach, kleiło się dwie szpule od spodu taśmą klejącą. Montowanie 10-minutowego materiału zajmowało mi wtedy półtorej-dwie godziny. Chodziło się z wielkim ciężkim magnetofonem na ramieniu z przyłączonym do niego mikrofonem. Tak to się zaczęło – to było jeszcze długo przed studiami, ale bakcyl został połknięty.

Jaką rolę Twoim zdaniem odgrywa specjalizacja w zawodzie dziennikarza? 

Znam wielu dziennikarzy, którzy nie mają czysto dziennikarskiego wykształcenia. Większość moich redakcyjnych kolegów kończyło inne kierunki – historię, socjologię czy prawo. Trudno mi oceniać czy to dobrze, czy to źle. Warsztatu można się nauczyć podglądając, podsłuchując innych, ale pewnie nie tak dogłębnie jak na dziennikarstwie.

Wielu dziennikarzy zniechęca do studiowania dziennikarstwa… 

Też słyszałam takie zdanie, ale nie będę tego w żaden sposób oceniać, ponieważ nigdy nie studiowałam dziennikarstwa i nie wiem jak tam jest. Natomiast znam też wielu dziennikarzy po dziennikarstwie, którzy sobie doskonale radzą. Trudno powiedzieć… Moje studia były bardzo humanistyczne, w działce którą się obecnie zajmuje przydaje mi się ta wiedza. Jeśli chodzi o warsztat dziennikarski, o to jak poprawnie mówić, miałam zajęcia z logopedą i zajęcia z emisji głosu. Z kolei czytanie dużej ilości książek zapewnia bogate słownictwo, a ciekawość świata i podróże szerokie horyzonty. Widocznie to wystarczy.

Zaczynałaś od mniejszych stacji radiowych, potem trzy lata w TOK FM, a od dziesięciu lat działasz w RMF FM. To taka typowa kariera dziennikarska szczebel po szczeblu. Dlaczego ludzie dzisiaj chcą te wyższe szczeble osiągać od razu? 

Mam dużą satysfakcję z tego, że te szczeble drogi zawodowej (trudno to nazwać karierą) zawdzięczam sama sobie. Do Rozgłośni Harcerskiej zaprosiła mnie jedna z moich koleżanek do pomocy, za darmo. Zapytałam, czy mogę przyglądać się jak pracują. Uczyłam się. Sprawdziłam się tam – najpierw prowadziłam pasmo bardzo głęboko nocne, potem to była północ, następnie prime time, a w końcu moja autorska audycja. Tak to się zaczęło. Potem wysłałam swoje CV do nowej na rynku stacji radiowej i byłam w grupie, która wygrała ten casting. Nie myśl sobie jednak, że było mi przyjemnie, gdy na końcu okazało się, że w wybranej dziesiątce jest kilka osób, które pojawiły się bez konkursu. Wtedy zderzyłam się z brutalną rzeczywistością.

Czyli w dziennikarstwie jest sporo przypadków pracy po znajomości? 

Oczywiście, że zdarza się to często. Czasem dotyczy to dzieci znanych dziennikarzy. Pewnie tym ludziom łatwiej jest też dlatego, że od małego mogą podglądać warsztat swoich rodziców. Ja szłam tą drogą sama. Pracowałam w radiu Pogoda, Klasyka, a następnie przeszłam do TOK FM. Byłam dziesięć lat w stacjach radiowych Agory, a potem zadzwonił do mnie szef informacji radia RMF i zaprosił do czytania Faktów Kulturalnych. A ponieważ było to bardzo zbliżone do tego co robiłam w TOK FM (opiekowałam się działem kultury), pomyślałam sobie, że spróbuję powalczyć o słuchacza komercyjnej stacji. Nigdy wcześniej nie pracowałam w tak dużym komercyjnym radiu. Ma to swoje uroki i mam świadomość mówienia do dziewięciu milionów ludzi dziennie. Bardzo różnych osób. Najważniejsze jest mówić tak, by nie obrazić inteligencji obeznanych z tematem, ale też zaciekawić tych, którzy może mniej wiedzą na temat kultury.

Fot. Archiwum prywatne

Dziennikarzami kulturalnymi często zostają aktorki lub celebrytki, które nie zawsze mają do tego odpowiednie kompetencje. Jak należy się przygotować do przeprowadzania wywiadów z artystami i przedstawicielami kultury? 

Nie jesteś w stanie przygotować i nauczyć się pytań do wywiadu na pamięć dlatego, że wywiad jest rozmową. Im większą masz wiedzę na temat swojego rozmówcy, ale też na temat świata i kultury, tym łatwiej jest taką rozmowę zrealizować. Polega ona również na tym, że są dygresje do dygresji i dobrze jest wiedzieć, na jaki temat rozmawiasz i do czego możesz wrócić. Jeśli twój rozmówca odwołuje się do swojej twórczości z przeszłości, literatury z przeszłości, jakiejś łacińskiej sentencji to idealnie jest, jeśli możesz mu towarzyszyć. Oczywiście jeśli robisz wywiad z celebrytą to nie wymaga od ciebie takiego kunsztu, dlatego cenię sobie bardzo rozmowy z takimi ludźmi jak Jerzy Pilch, Roman Polański, Krystian Zimerman, Piotr Fronczewski, gdzie ten dialog po kilku minutach może się nawiązać i ta rozmowa może płynąć.

Wspomniałaś o różnicy między celebrytami a przedstawicielami kultury – te różnice coraz mocniej się zacierają. Czy i jak można rozróżnić dziennikarstwo showbiznesowe od kulturalnego? 

Na przykład Piotra Fronczewskiego możesz pytać o jego wielką przyjaźń z Gustawem Holoubkiem, o Kabaret pod Egidą i jego fascynujące role teatralne, a możesz też pytać o serial, w którym kiedyś wystąpił bądź o reklamę (jeśli oczywiście zgodzi się z tobą rozmawiać) i to wtedy będzie zupełnie inna rozmowa. Tylko, że mnie dziennikarstwo tzw. bankietowe w ogóle nie interesuje. Aktorzy, artyści, reżyserzy czasem muszą udzielać wywiadów, bo są związani jakimś kontraktem i mają w ten kontrakt wpisaną promocję swojego filmu (rzadziej spektaklu). Dużo przyjemniej jest jeśli chcą z tobą porozmawiać, bo już z tobą wcześniej rozmawiali i wiedzą czego się mogą spodziewać. 

Przeprowadzałaś wywiady z takimi gwiazdami kina jak Daniel Craig, Antonio Banderas czy Juliette Binoche. Jak zbudować zaufanie z tak wysokimi rangą rozmówcami? 

Bardzo bałam się wywiadu z Danielem Craigiem, bo pierwsza nasza rozmowa odbyła się, gdy było już wiadomo, że zagra Jamesa Bonda, a pojawiło się mnóstwo nieprzychylnych komentarzy na jego temat. Pomyślałam, że oczywiście mogę zrobić z nim rozmowę w stylu „Jak to jest być nowym Bondem?”, ale mogę też spróbować inaczej. Zaczęłam od tego, że czytałam mnóstwo negatywnych opinii na ten temat - on, aktor teatralny, mało rozpoznawalny, blondyn, nie pasuje w ogóle do tej roli, jest za mało męski… A potem na pierwszej stronie po premierze filmu w bardzo poczytnej brytyjskiej gazecie pojawiło się zdanie, które zaczynało całą recenzję: „Nie docenialiśmy Pana, Panie Craig”. I to mi pozwoliło po pierwsze trochę go otworzyć, a po drugie on odpowiedział na całą tę krytykę, która go zalała dużo wcześniej. To była jedna z najfajniejszych rozmów. Potem słyszałam, że jest jakiś nieprzyjemny, sztywny, ale jeśli ludzie proszą, żeby cały czas opowiadał tylko w kółko o Bondzie, a to jest świetny aktor teatralny, to też się nie dziwię, że męczy go i nuży odpowiadanie na te same pytania. Można próbować też zadawać dziwne pytania, ale trudno jest czymś zaskoczyć i zaciekawić w takiej krótkiej rozmowie aktora, który udzielił dziesięciu wywiadów, ty jesteś jedenasta, a za tobą jest dziesięciu następnych.

Z Juliette Binoche była zupełnie inna sytuacja, ponieważ długo namawiałam ją na wywiad, aż zgodziła się mnie przyjąć w swoim paryskim mieszkaniu. Zwykle wywiady z gwiazdami odbywają się w hotelach. Takie bezosobowe miejsce nie ułatwia rozmowy. Co innego, gdy siedzisz z kimś przy jego kuchennym stole, on ci robi zieloną herbatę, siadasz i rozmawiasz o Kieślowskim, o pewnym kluczu scenariuszy, które ona wybiera, a wybiera specyficzne scenariusze… Z jednej strony mnie to paraliżowało, a z drugiej strony pomagało. Bardzo ją cenię i lubię jako aktorkę. Gdy rozmawiasz ze swoimi idolami to jest to pewien problem. Tak samo było z Claudem Lelouchem, Czesławem Niemenem czy Andrzejem Żuławskim. To były dla mnie bardzo emocjonalnie ważne spotkania, bo wiedziałam, że dużo wiem o nich i ich twórczości, a jednak nie mogę zachowywać się jak pensjonariuszka, która cieszy się, że będzie mogła po raz kolejny porozmawiać ze swoim idolem. Muszę zadawać pytania, a rozmowa musi się toczyć. To musi być opowieść o czymś, interesująca dla mojego słuchacza lub czytelnika, jeśli wywiad jest na stronie internetowej.

Jak w takich sytuacjach spotkań z idolami zachować obiektywizm, aby wywiad nie był zbyt „przesłodzony”? 

Jest trudno, aczkolwiek trzeba być po prostu bardzo uczciwym. Bardzo często jest też tak, że twórcy, jeżeli spotkanie dotyczy jakiegoś konkretnego dzieła, spotykamy się z okazji premiery jakiegoś filmu lub książki, zadają pytanie „Podobał się pani mój film?” czy „Podoba się pani moja książka?”. Wtedy trzeba uczciwie odpowiedzieć. Czasem jest tak, że ta uczciwa odpowiedź naprawdę pomaga i otwiera rozmowę.

Nawet jeśli jest negatywna? 

Nawet, bo możesz na przykład powiedzieć: „Poprzednia pana książka podobała mi się bardziej”. Wtedy dajesz swojemu rozmówcy informację: „Czytałam więcej niż jedną pana książkę” albo „Oglądałam więcej niż jeden pana film”. Tak samo możesz powiedzieć: „W poprzednim pana filmie wolałam coś tam, a jeszcze w poprzednim…”. Nawet jeśli nie jesteś wielkim fanem tego konkretnego dzieła, możesz dać do zrozumienia swojemu rozmówcy, że czytałeś, oglądałeś inne rzeczy.

A jak wygląda kwestia autoryzacji takich wywiadów? Podobno jest to typowo polska tradycja w dziennikarstwie. 

Nikt z zagranicznych rozmówców jak Liam Neeson, Daniel Craig czy Juliette Binoche nigdy nie chciał ode mnie autoryzacji. Też nie wiem jak miałoby to wyglądać, w każdym razie powiedzieli co powiedzieli i uznali, że mają zaufanie do swojego rozmówcy i nie przekształci on ich wypowiedzi. Oczywiście dochodzi jeszcze kwestia tłumaczenia. Zdarza się co prawda tak jak ostatnio w przypadku „Hello!”, które stworzyło zupełnie fikcyjny wywiad z Georgem Clooneyem, więc wtedy nie dziwię się, że agenci aktora interweniują mówiąc: „On państwu nie udzielał takiego wywiadu, on państwu w ogóle nie udzielał wywiadu”.

Czym innym jest wywiad radiowy, a czym innym wywiad w wersji spisanej, który pojawia się na stronie internetowej. Są artyści, którzy chcieli mieć wgląd albo przynajmniej przejrzeć jak to wypadło na stronie. Tak było w przypadku Jerzego Pilcha i Romana Polańskiego, którzy udzielili mi wywiadu nagrywanego do radia, a potem jeszcze chcieli przejrzeć zapis tej rozmowy. Wersja mówiona jednak znacznie różni się od tej spisanej.

Masz już na swoim koncie wiele wywiadów, więc można powiedzieć, że masz sporą wprawę. Czy nadal zdarzają Ci się momenty zawahania i zwątpienia, w których nie wiesz jak masz postąpić?

Oczywiście, wystarczy trafić na gorszy dzień swojego rozmówcy i wtedy twój rozmówca odpowiada „Tak” albo „Nie” i zastanawiasz się czy to z tobą jest coś nie w porządku, czy też twój rozmówca ma focha. Wszyscy jesteśmy ludźmi i tak się rzeczywiście zdarza. Czasem na początku rozmowy wydaje ci się, że nic z tego nie będzie i nie masz pomysłu jak zacząć, stworzyć dyskusję i rodzaj pewnego dialogu. Im dalej w trakcie rozmowy, tym bardziej się wszystko krystalizuje i nagle się okazuje, że gdzieś jesteś w stanie złapać jakąś nitkę, przynajmniej jedną i zrobić z tego taki kłębek, nawinąć tę rozmowę. A czasem wręcz odwrotnie. Wydaje ci się, że właściwie wszystko wiesz o tej osobie, bardzo ci się podoba to, co ostatnio zrobiła, siadasz i rozmowa z jakiegoś powodu się nie udaje, nie klei.

Momenty zwątpienia miewam, ostatnio nawet jeżeli chodzi o samo dziennikarstwo. Zajmuję się dziennikarstwem radiowym od jakichś 25 lat i pamiętam moich pierwszych radiowych nauczycieli, którzy mówili mi: „Po pierwsze pokora, po drugie wiedza, po trzecie umiejętności. Jak to wszystko jest to jesteśmy na dobrej ścieżce”. Mam wrażenie, że dziś wielu osobom brakuje pokory, mniej wiedzą i co gorsza mówią: „Bo ja nie muszę tego wiedzieć”. Jeśli ja słyszę od bardzo młodego dziennikarza „Ja nie muszę tego wiedzieć”, myślę sobie „Musisz”. Jakaś wąska specjalizacja dziennikarska nie wyklucza moim zdaniem twojej ogólnej wiedzy na każdy temat.

Ostatnio w dziennikarstwie mocno jest obecna jeszcze jedna rzecz, która mi bardzo przeszkadza – nieumiejętność odróżniania dziennikarstwa od bycia PR-owcem. Podobnie udział dziennikarzy w reklamach jest dla mnie bardzo wątpliwy.

Fot. Archiwum prywatne

Domyślam się, że po zbudowaniu zaufania podczas wywiadu zdarza Ci się usłyszeć jakieś plotki o innych artystach. Trudno jest utrzymać je w tajemnicy? 

Jeśli mój rozmówca powie mi, żebyśmy to zostawili między sobą, to ja się dziennikarstwem plotkarskim nie zajmuję. Oczywiście bardzo mi jest miło, że ta osoba mi zaufała, ale też muszę szanować fakt, że pewnych informacji nie mogę wykorzystać – została ona w jakiś sposób zastrzeżona. Na szczęście w mojej pracy nie mam do czynienia z takimi historiami, że ktoś mi sprzedaje jakieś plotki. Zdarza się to najwyżej w prywatnych rozmowach, a nigdy nie wykorzystuję informacji z takich rozmów. Chyba, że ktoś mi powie o swoim planowanym nowym filmie – wtedy mogę zapytać aktora, czy to prawda, że będzie grał w nim daną rolę. Jeśli coś więcej na ten temat powie to może to być punkt wyjścia do dłużej rozmowy.

Zdarza się, że dziennikarze wykorzystują takie prywatne informacje, aby komuś „dokopać”? 

To są już te słynne ustawki – staram się być jak najdalej od takich rzeczy. Nie oceniam ich. Wiadomo, że tabloidy lepiej traktują osoby, które w jakiś sposób się z nimi ustawiają niż te, które z nimi walczą. Jest bardzo wąska specjalizacja dziennikarstwa plotkarskiego. Tacy dziennikarze mogą najbardziej zdolnego aktora zapytać czy wziął ślub lub o inne prywatne kwestie. Irytujące jest to, że dzisiaj każdy jest gwiazdą. Kiedy ja zaczynałam pracę w radiu i swoją przygodę z dziennikarstwem to gwiazdami byli Gustaw Holoubek, Czesław Niemen, Andrzej Łapicki, Irena Kwiatkowska czy Kalina Jędrusik.

Wywiad z Czesławem Niemenem był jednym z moich najpiękniejszych zawodowych spotkań. Jako wielka fanka jego tekstów i twórczości byłam bardzo przejęta tym, że zgodził się przyjść do mnie na rozmowę. Z wrażenia zapomniałam… jak ma na imię. Pamiętałam tylko, że to jest Niemen, ale kompletnie wyparowało mi z głowy imię Czesław. Myślisz: „Zygmunt, Zdzisław…” i jesteś na siebie wściekły, bo przecież dużo wiesz o tym człowieku i jego twórczości. Kompletne zaćmienie. Wtedy doszłam do wniosku, że trzeba przed takim wywiadem uspokoić emocje. Niemen zorientował się chyba, że coś jest nie tak (byłam mocno przejęta). Powiedziałam: „Moim gościem jest…” i zrobiłam pauzę… Wtedy on powiedział: „Czesław Niemen. Witam państwa”. Po prostu porozumienie dusz! To była jedna z najfajniejszych rozmów, jakie zrobiłam. 

Powiedziałaś wcześniej, że dziennikarstwo uczy pokory. W pracy radiowca jest to chyba szczególnie widocznie – ludzie znają Twój głos, ale zwykle nie kojarzą twarzy. 

Dawno temu jeden z dziennikarzy, zdaje się dowcipnie, rzucił: „O, szkoda ciebie do radia, z takimi nogami powinnaś pokazywać się w telewizji”. Zapytałam więc tego pana czy zgrabne nogi przeszkadzają w sensownym mówieniu do mikrofonu. Oboje ustaliliśmy, że nie, i ja jestem tu gdzie jestem, w radiu. Bardzo lubię radio i mimo innych propozycji nie zdecydowałam się nigdy na pracę poza nim, w telewizji lub w prasie. Po prostu lubię mówić do mikrofonu. Robię to w RMF-ie i w RMF Classic, sprawia mi to wielką przyjemność. Wielu ludzi traktuje telewizję jako końcowy etap drogi dziennikarskiej – zapewnia rozpoznawalność, więc każdy prędzej czy później chce tam skończyć albo przynajmniej często się w niej pokazywać. Otóż ja jestem przykładem osoby, która dobrze czuje się w tym miejscu, w którym jest. Każdy, kto mnie zna, może to potwierdzić. Na początku ludzie sądzili, że mówię tak, bo nie mam propozycji z telewizji – otóż nie. Radio jest moim pomysłem, w którym się bardzo dobrze czuję. Jeśli ludzie piszą mi, że to co i w jaki sposób mówię ma sens, a mój głos im się podoba, to bardzo mnie to cieszy.

Czyli dziennikarstwo jest dla Ciebie pasją, misją, źródłem utrzymania czy wszystkim po trochu? 

Na pewno źródłem utrzymania, bo nie dorabiam nigdzie indziej i w dalszym ciągu pasją. Misja to może za dużo powiedziane, ale jeśli ludzie mi piszą: „Polecała pani książkę, przeczytałem i rzeczywiście mi się podoba” albo „Chciałbym pójść z dziewczyną na pierwszą randkę, niech mi pani poleci jakiś film, który jej nie spłoszy”. Naprawdę się tym przejmuję, odpisuję: „Panie Krzysiu, a co dziewczyna lubi?”. On mi pisze, że to i tamto. Potem on mi dziękuję, że miło spędził z dziewczyną czas na poleconym filmie. To są drobiazgi, które cieszą.

Widzisz wśród młodych jakiegoś „następcę”, jeśli chodzi o Fakty Kulturalne? 

Trudno powiedzieć. Kulturą w wielu redakcjach zajmują się osoby przypadkowe. Zostaje kulturalny temat, więc może dostanie go ktoś, komu nic nie przydzielono. Potem spotykam takich ludzi na próbie medialnej i mówią do Andrzeja Seweryna lub Jana Englerta: „Proszę się przedstawić”. Wtedy mam ochotę uciec daleko i głęboko się schować, bo to świadczy o pewnej ignorancji. Zawsze powinieneś wiedzieć z kim rozmawiasz.

Prężnie rozwija się dziennikarstwo internetowe, w którym kultura zaczyna zyskiwać coraz większe znaczenie. Jak widzisz przyszłość tego typu mediów i przyszłość samego dziennikarstwa? 

Mocno wierzę w to, że telewizja będzie miała swoją misję, będą słuchający radia i będą też czytelnicy blogów. Jest mnóstwo fantastycznych blogów na temat filmu i wiele portali poświęconych kulturze niezależnej. Przyszłość dziennikarstwa internetowego widzę świetlaną. A przyszłość dziennikarstwa w ogóle… Pytasz mnie o to w takim tonie, jak o przyszłość świata. Dziennikarstwo będzie istniało, póki świat będzie istniał.

Jakaś puenta na koniec?

Jak będę, polskim zwyczajem, autoryzować ten wywiad, to ci dopiszę mnóstwo bon motów i mądrych cytatów. Kiedyś jedna z wielkich artystek estrady, z którą rozmawiałam, autoryzowała wywiad i byłam zdziwiona, bo nagle zaczęła cytować T. S. Eliota, że niby taka mądra i oczytana. Też podopisuję ci mnóstwo takich cytatów ☺

Fot. Archiwum prywatne

Jeżeli chcecie posłuchać głosu Katarzyny Sobiechowskiej-Szuchty i jej wywiadów z artystami, zachęcam do słuchania RMF FM i RMF Classic.