środa, 19 lipca 2017

Interview with Chris Brochu

Chris Brochu is an American actor known for his roles in the movies "Lemonade Mouth" and "Soul Surfer" as well as the TV series "The Vampire Diaries". Six years ago he started his career as a singer - in 2015 he released an extended play "Life" and is now working on new singles, which will be released soon. In the interview, Chris is talking about the beginning of his career, musical inspirations and future plans.


Your acting career started in 2007, but your first really significant roles came four years later when you played in "Lemonade Mouth" and "Soul Surfer". When and how did you find out that you want to become an actor? 

Honestly I sort of fell into it. My brother and sister were both in an improv class and I would drop them off on the way to hockey practice and then pick them up after. One day I didn't have practice and got invited to join in on a class and ended up having a great time, I started pursuing acting from there.

In "Lemonade Mouth" you played a role of Ray Beech from Lemonade Mouth's rival band Mudslide Crush, who was a sort of a bad guy. Did you enjoy playing a role of a villain? 

I do enjoy playing the "villain". I feel I have an easier time playing a character that is a bit removed from my personal temperance. It allows me to explore and have a bit more fun/freedom in the moment.

When you "grew up" from being a Disney actor, you became Lucas Parker from "The Vampire Diaries", one of the most popular American TV series. Had you already been a fan of "The Vampire Diaries" before you became a part of this project? What is your favorite memory from set?

I had watched a few episodes of "The Vampire Diaries" but once I started auditioning for the show I decided to watch it regularly. I could see myself on the show and sure enough within the year I was. I would have to say my favorite part of my experience there was making good friends and gaining a lot of loving fans. They show so much love and are always encouraging so I try my best to give it back when I meet any in person.

Playing in "Lemonade Mouth" started your adventure with music, which you still continue - in 2015 you released your EP "Life" and this year you released a new single called "Hustle". Your songs can be labelled as acoustic pop rock. How can you describe your main musical influences in lyrics and sound?

Its hard to define but I would say that hip hop, reggae and singer songwriter artists always catch my ear. I love interesting melodies. As far as lyrical influences, it could be anything. Certain things people say or how the cadence of a sentence sounds in my head. I observe everything and turn it into a lyric or melody in my brain. One of my lyrics describes it best. It says, "my thoughts turn into melodies and rhymes in the hip hop, bluesy, pop filter in my mind".

You spend a lot of time making music and acting, but I guess you manage to have some time to rest. What are your favorite ways of spending free time?

It ranges from doing absolutely nothing with my lady and/or family to going backpacking out into the wilderness for a couple days to clear my mind and get grounded. I'm either working at 100mph or 0mph haha.

I hope there are more new songs on the way and maybe a full-length album as well. There is also a movie with you called "Baja" coming next year. Can you tell us something more about your plans for the foreseeable future?

Of course! I'm working on a few new singles/music videos that will be released later this year that I'm very excited for people to hear. I'll also be screening "Baja" next month, which I'm looking forward to, and that should be out late this year/early next year.

Thank you for the interview.

Thank you for the interest my friend!

(Photo: Brad Everett Young)

If you want to learn more about Chris Brochu and his music, please visit his official website:

Wywiad z Chrisem Brochu

Chris Brochu jest amerykańskim aktorem znanym między innymi z filmów „Lemoniada Gada” i „Surferka z charakterem” oraz serialu „Pamiętniki wampirów”. Od kilku lat robi też karierę jako piosenkarz - w 2015 nagrał EP-kę „Life”, a obecnie pracuje nad kolejnymi utworami, które już wkrótce ujrzą światło dzienne. W wywiadzie Chris opowiada między innymi o początkach swojej kariery, muzycznych inspiracjach oraz planach na przyszłość.


Twoja kariera aktorska zaczęła się w 2007, ale pierwsze ważniejsze role pojawiły się cztery lata później, gdy zagrałeś w filmach „Lemoniada Gada” i „Surferka z charakterem”. Kiedy i w jaki sposób odkryłeś, że chcesz zostać aktorem?

Szczerze mówiąc, po prostu w to wpadłem. Mój brat i moja siostra chodzili na lekcje improwizacji, a ja podrzucałem ich na te zajęcia w drodze na trening hokeja i odbierałem po nim. Pewnego dnia nie miałem akurat swoich zajęć, więc zostałem zaproszony na ich lekcje i bardzo miło spędziłem czas. Wtedy stwierdziłem, że też pójdę w aktorstwo.

W „Lemoniada Gada” zagrałeś rolę Raya Beecha z rywalizującej z tytułową kapelą grupy Mudslide Crush, a zatem swego rodzaju typa spod ciemnej gwiazdy. Podobała Ci się rola czarnego charakteru?

Lubię grać czarne charaktery. Myślę, że o wiele łatwiej jest mi grać postać, która różni się od mojego własnego usposobienia. Takie role są dla mnie odkrywcze, dają poczucie wolności i dużo frajdy.

Kiedy już „wyrosłeś” z bycia disneyowskim aktorem, zostałeś Lucasem Parkerem z „Pamiętników wampirów”, jednego z najpopularniejszych amerykańskich seriali. Byłeś już fanem serialu zanim do niego dołączyłeś? Jakie jest Twoje ulubione wspomnienie z planu?

Miałem okazję już wcześniej obejrzeć kilka odcinków „Pamiętników z wampirów”, ale dopiero gdy zacząłem ubiegać się o rolę, postanowiłem oglądać ten serial regularnie. Czułem, że nadaję się do tego show i zgodnie z moim przewidywaniem w ciągu roku udało mi się dołączyć do obsady. Z całą pewnością najlepszą częścią tego doświadczenia było znalezienie świetnych przyjaciół i zdobycie wielu wiernych fanów. Okazują mi dużo wsparcia i dają świetny doping, więc staram się robić wszystko, aby się im odwdzięczyć podczas wspólnych spotkań.

Rola w „Lemoniada Gada” rozpoczęła Twoją przygodę z muzyką, którą nadal kontynuujesz - w 2015 ukazała się Twoja EP-ka „Life”, a w tym roku wydałeś nowy singiel „Hustle”. Twoje piosenki są zaliczane do akustycznego pop rocka. Jak mógłbyś opisać swoje główne muzyczne punkty odniesienia, jeśli chodzi o teksty i brzmienie?

Trudno jednoznacznie zdefiniować te wpływy. Powiedziałbym, że hip hop, reggae i piosenkarze sami piszący teksty zawsze zwracają moją uwagę. Lubię interesujące melodie. Jeśli chodzi o inspiracje do tekstów, to może być wszystko. Konkretne wypowiedzi ludzi albo to jak rytm zdania brzmi w mojej głowie. Obserwuję wszystko i zamieniam to w umyśle na tekst lub melodię. Jeden z moich tekstów zresztą opisuje to najlepiej. Brzmi on: „moje myśli zmieniają się w melodie i rytmy, przechodząc przez filtr hip hopu, bluesa i popu w mojej głowie”.

Spędzasz dużo czasu tworząc muzykę i grając, ale domyślam się, że udaje Ci się znaleźć jakiś moment na odpoczynek. Jakie są Twoje ulubione sposoby na spędzanie wolnego czasu?

Różnie z tym bywa - od nie robienia zupełnie nic z moją dziewczyną i/lub rodziną, aż do podróżowania z plecakiem w dziczy przez kilka dni, aby oczyścić umysł i zejść na ziemię. Pracuję albo z prędkością 100 mil na godzinę albo zerową haha.

Mam nadzieję, że w drodze są kolejne nowe piosenki, a może i album długogrający. W przyszłym roku ma się z kolei pojawić film „Baja” z Twoim udzałem. Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej o swoich planach na najbliższą przyszłość?

Oczywiście! Pracuję nad kilkoma nowymi singlami i teledyskami, które pojawią się jeszcze w tym roku. Nie mogę się doczekać kiedy ludzie je usłyszą. W przyszłym miesiącu wybieram się na przedpremierowy pokaz „Baja”, na co również czekam z niecierpliwością. Film powinien pojawić się w kinach pod koniec roku lub na początku przyszłego.

Dziękuję za wywiad!

Dzięki za zainteresowanie, kolego!

(Foto: Brad Everett Young)

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Chrisa Brochu i jego muzyki, zapraszam na jego oficjalną stronę:
http://www.ctothemb.com/

czwartek, 29 czerwca 2017

Interview with Liz Asaro

Liz Asaro is an American musician from New York, who recently released her debut EP “Rain”. Her music is categorized as alternative rock and consists of powerful vocal, energeric guitars and electronic sound. While making the album, she worked with Gerry Leonard and Sterling Campbell, who collaborated with legendary David Bowie. In the interview Liz is talking about making her debut record, working with talented musicians and her other hobbies besides music.


On 7 March 2017 you released your debut EP “Rain”, which is promoted by a powerful pop-rock song “1000 Years”. How did your adventure with singing start? When did you have your first musical performance?

About 6 years ago, I decided to take guitar lessons, and in my 3rd lesson my teacher Mike told me that the school offered a rock band class. He knew I liked to sing, so he suggested I try it, not realizing it was my dream! So like 8 weeks later I sang in a band (and played guitar) at Kenny’s Castaways on Bleecker Street in NYC. I almost threw up I was so nervous, but I did it! So I took a few more classes, then formed a cover band with my friends, and then just kept on going.

"1000 Years" is a song about how the past affects our present life and what we have learn from our ancestors. How can you describe your inspirations and influences in writing lyrics?

I am fascinated with human nature, so I think about why people do the things they do all the time, and that’s what I write about a lot. Certainly in the case of “1000 Years” I did. I just feel like if people slowed down a bit and thought about their place in the universe, we would all be a lot better off. I happen to believe in past lives, so there’s a little bit of that in there. We have made so much progress as humans, but in some way, we have made so little. I guess the song just asks people to think about all that has been done by those before us to make progress, and ask themselves what they would have done then and is it different than what they would do now.

While working on “Rain” and your upcoming longplay, you had an honour to work with Sterling Campbell and Gerry Leonard, who previously worked with the legendary David Bowie. What are your memories from these amazing collaborations?

Honor indeed. Although they have become friends of mine, I still pinch myself every day with regard to this! It was amazing. Gerry came into the studio with an array of guitars and this spaceship of a pedal board. He listened through to the first song and then added layer, added another, added what was needed, and we moved on to the next. He is so unique and talented, not to mention hilarious. The dimension he added to the songs just blew my mind. And Sterling is just off the hook amazing. He listened through and then just laid down amazing tracks, gave us a couple of options, and they were all phenomenal. It was so much fun working with him. They make it so easy. I have also played live with them, which is a whole other thing. I learned from Sterling how keep things real in this industry, while still moving through it and moving forward. Playing with him, you feel like you are floating on air, that’s the best way I can describe it. You are secure with him there, yet you feel free to do your job. Playing with Gerry is similar in that you just have these beautiful sounds all around you while you work through your lyrics. Simply put, they are great musicians, great people and I am forever grateful for not only their work but their support. One of my favorite memories of working with Gerry was when I asked him, “when do you know the song is done?”. He replied, “There’s input and there’s output. It’s time for output.” I really was what I needed to hear at that moment.

Apart from being a talented musician, you are also a devoted mother, so I guess it may be difficult for you to combine a music career and motherhood. What are your tips to manage your time effectively and have some time for yourself as well? Do you have some other hobbies besides singing?

I don’t know if I have figured out all the tricks yet! It’s hard for sure, there are days when I just have to accept that stuff I planned is just not getting done. Music is incredibly time consuming, and I hate missing anything my kids do. I love to exercise so I try really hard to work out a few times a week. I have kind of given up some of my hobbies like tennis and making stuff by hand, just because the focus on music is worth it. I would rather spend all of those hours attending my kids events and helping to organize their lives. I love my friends and family, so I spend time going out with them as often as I can.

You have already played some concerts in your hometown New York, but I know that you plan to show your skills also in different cities. Is there a chance to see you in Europe soon?

Yes there is definitely talk of playing in the UK. I think late fall perhaps, and I am very much looking forward to that! And I will definitely be playing in the US outside of NYC in late summer and fall as well.

Your debut full-length album is on the way as well as more gigs promoting your new music. What can we expect from your record and what are your plans for the foreseeable future?

At the moment we are reproducing and tweaking several of the current tracks, and I am writing new material. The EP and album will be similar in that have an alternative edge keeping that rock element in there, but in combination with current electronic sounds. I will be releasing a couple of singles this summer, then the full EP in the fall.

Thank you for the interview.

Thank you so much!!!


If you want to learn more about Liz Asaro and her music, please visit her website:
https://www.facebook.com/lizasaromusic/
http://lizasaro.com/

Wywiad z Liz Asaro

Liz Asaro jest amerykańską piosenkarką z Nowego Jorku, która wydała niedawno swoją debiutancką EP-kę „Rain”. Jej muzyka zaliczana jest do rocka alternatywnego, łączy w sobie mocny wokal, energetyczne gitary i elektronikę. W pracy nad albumem pomagali Liz muzycy pracujący niegdyś z Davidem Bowiem - Gerry Leonard i Sterling Campbell. W wywiadzie Liz opowiada o kulisach powstawania debiutanckiego krążka, pracy z utalentowanymi muzykami oraz swoich pozamuzycznych zainteresowaniach.


7 marca 2017 wydałaś swoją debiutancką EP-kę „Rain”, którą promuje energetyczny pop-rockowy utwór „1000 Years”. Jak zaczęła się Twoja przygoda ze śpiewaniem? Kiedy miał miejsce Twój pierwszy muzyczny występ?

Jakieś sześć lat temu zapisałam się na lekcje gry na gitarze i na mojej trzeciej lekcji mój nauczyciel Mike powiedział mi, że szkoła oferuje też zajęcia w kapeli rockowej. Wiedział, że lubię śpiewać, więc zasugerował, żebym spróbowała. Nie miał pojęcia, że to było moje marzenie! Tak więc osiem tygodni później zaśpiewałam w kapeli (i grałam na gitarze) w Kenny’s Castaways na Bleecker Street w Nowym Jorku. Z nerwów prawie zwymiotowałam, ale udało mi się! Postanowiłam zatem wziąć kilka lekcji więcej, potem stworzyłam z kolegami cover band, a reszta przyszła już sama.

„1000 Years” to piosenka o tym jak przeszłość wpływa na nasze obecne życie i o tym czego możemy nauczyć się od naszych przodków. Jak mogłabyś opisać swoje inspiracje i wpływy przy pisaniu tekstu?

Fascynuje mnie ludzka natura, więc myślę o tym, dlaczego ludzie cały czas robią to co robią i dużo o tym piszę. Z całą pewnością tak było w przypadku „1000 Years”. Po prostu czuję, że gdyby ludzie zwolnili na chwilę i pomyśleli o swoim miejscu we wszechświecie, wszystkim nam żyłoby się lepiej. Tak się składa, że wierzę w poprzednie wcielenia, więc to też ma wpływ na przekaz. Z jednej strony jako ludzkość zrobiliśmy duży postęp, a z drugiej to wciąż tak mało. Wydaje mi się, że ten utwór prosi ludzi, aby pomyśleli o tym co zostało dla naszego rozwoju zrobione przez poprzednie pokolenia i zapytali siebie, co oni zrobiliby na ich miejscu i czy zachowaliby się inaczej niż robią to teraz.

Podczas pracy nad „Rain” i Twoim nadchodzącym albumem długogrającym miałaś zaszczyt pracować ze Sterlingiem Campbellem i Gerrym Leonardem, którzy wcześniej pracowali z legendą muzyki Davidem Bowiem. Jakie są Twoje wspomnienia z tej niesamowitej współpracy?

To na pewno ogromny zaszczyt. Chociaż stali się oni dla mnie przyjaciółmi, nadal nie mogę do końca uwierzyć, że to nie jest sen! To niesamowite. Gerry przyszedł do studia z pełnym zestawem gitar i kosmicznym pedalboardem. Przesłuchał pierwszej piosenki i zaczął nakładać na nią kolejne efekty, wszystko co uważał za potrzebne, a potem od razu zabierał się za kolejne utwory. Jest bardzo utalentowany i jedyny w swoim rodzaju, nie wspominając o jego poczuciu humoru. Wzniósł moje utwory na zupełnie nieziemski poziom. A Sterling jest bez cienia wątpliwości zadziwiający. Przesłuchał piosenek, a potem po prostu przerobił je na świetne przeboje - dał nam do wyboru kilka opcji i wszystkie były fenomenalne. Praca z nim dała mi wiele radości. Obydwaj sprawili, że tworzenie albumu nagle stało się proste. Grałam też z nimi koncerty na żywo, co jest jeszcze inną historią. Dowiedziałam się od Sterlinga jak zachować szczerość w tym biznesie, a jednocześnie cały czas iść do przodu. Grając z nim, czujesz jakbyś unosił się w powietrzu - tak można to najlepiej opisać. Czujesz bezpieczeństwo, ale jednocześnie wolność w wykonywaniu swojej pracy. Granie z Gerrym jest podobne - masz te piękne dźwięki wokół siebie, a sama radzisz sobie ze swoimi tekstami. Mówiąc prościej, obydwaj są świetnymi muzykami, wspaniałymi ludźmi i będę im dozgonnie wdzięczna nie tylko za ich pracę, ale i wsparcie. Jednym z moich najpiękniejszych wspomnień z pracy z Gerrym było to, jak zapytałam go: „Kiedy wiesz, że piosenka jest gotowa?”. Na to on odpowiedział: „Jest wkład wstępny i wydobycie gotowego produktu. Teraz czas na wydobycie”. Właśnie to chciałam w tym momencie usłyszeć.

Oprócz bycia utalentowanym muzykiem, jesteś również oddaną mamą, więc domyślam się, że może być Ci trudno łączyć karierę muzyczną i macierzyństwo. Jakie są Twoje sposoby na efektywne gospodarowanie czasem i znalezienie też chwili dla siebie? Czy masz jakieś inne zainteresowania poza śpiewem?

Nie wiem, czy już wypróbowałam wszystkich sztuczek! Na pewno jest to trudne, zdarzają się dni, że po prostu muszę zaakceptować fakt, że nie wykonam wszystkiego zgodnie z planem. Muzyka jest bardzo czasochłonna, a nie znoszę tracić ważnych momentów z życia dzieci. Lubię ćwiczyć, więc próbuję znaleźć też kilka chwil w tygodniu na treningi. Musiałam porzucić niektóre z moich hobby jak tennis czy rękodzieło właśnie dlatego, że skupienie się na muzyce było tego warte. Wolę spędzić te godziny, przychodząc na ważne imprezy z udziałem moich dzieci, czy pomagając im organizować swoje życie. Uwielbiam moich przyjaciół i rodzinę, więc jak tylko mogę wychodzę z nimi na różne spotkania.

Zagrałaś już kilka koncertów w swoim rodzinnym Nowym Jorku, ale wiem, że planujesz pokazać swoje zdolności również w innych miastach. Czy jest szansa zobaczyć Cię w Europie w najbliższej przyszłości?

Tak, rozmawiamy już o koncertach w Wielkiej Brytanii. Przypuszczam, że odbędą się one późną jesienią i wprost nie mogę się doczekać! Na pewno będę też występowała w Stanach poza Nowym Jorkiem pod koniec lata i jesienią.

Twój debiutancki album długogrający pojawi się już wkrótce, jak również kolejne koncerty promujące Twoją muzykę. Czego możemy się spodziewać po Twoim krążku i jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?

W tym momencie odtwarzamy i podrasowujemy niektóre z obecnych materiałów, nadal też tworzę nowy materiał. EP-ka i album będą do siebie podobne, z mocnym elementem rocka alternatywnego, ale połączonym z nowoczesnymi dźwiękami elektroniki. Tego lata wypuszczę kilka singli, a całą EP-kę jesienią.

Dziękuję za wywiad.

Również bardzo dziękuję!


Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Liz Asaro i jej muzyki, zajrzycie na jej stronę:

środa, 17 maja 2017

Rozmowa z Jackiem Bilczyńskim

Jacek Bilczyński jest specjalistą w dziedzinie zdrowego stylu życia, który od lat pokazuje Polakom jak właściwie się odżywiać i wykonywać ćwiczenia fizyczne. Chociaż nie lubi być nazywany motywatorem, zmotywował już do działania tysiące ludzi. Wydał trzy książki „Fit jest sexy!”, „Fit od kuchni” i „Fit w praktyce”, jest redaktorem naczelnym „Fit Magazynu” oraz regularnie gości między innymi w programach TVP i TVN. W wywiadzie opowiada o swoich początkach w sporcie, pracy z gwiazdami, inspiracjach oraz radzi jak zadbać o zdrowie i formę.

(Foto: Michał Wilczek)

Ze sportem jesteś związany od najmłodszych lat, trenowałeś między innymi sztuki walki, ale o swoją muskulaturę zacząłeś dbać dopiero w wieku nastoletnim. Jak wspominasz swój pierwszy trening na siłowni i początki „bycia fit”?

Rzeczywiście, aktywność fizyczną związaną z gimnastyką czy sztukami walki zaczynałem w młodym wieku, mając mniej więcej dziesięć lat. W tym wieku jednak człowiek zupełnie nie myśli o wyglądzie, więc dopiero kilka lat później zacząłem dbać o sylwetkę. Przez pierwszy rok nie były to jednak wizyty na siłowni, tylko nazwijmy to „siłownia domowa”, czyli proste formy obciążenia, które pozwalały mniej lub bardziej udolnie wykonywać podstawowe ćwiczenia. Wtedy zresztą świadomość i dostęp do wiedzy były zupełnie inne niż teraz.

Na prawdziwą siłownię poszedłem rok później, była to jedna z pierwszych siłowni w moim mieście. To były oczywiście zupełnie inne czasy i te kluby wyglądały inaczej, niemniej jest to dla mnie miłe wspomnienie. Mogłem sprawdzić się na różnego rodzaju nowym sprzęcie, którego wcześniej nawet nie widziałem na oczy. Spodobało mi się to doświadczenie, i tak już zostało.

Wiele mówisz o tym, aby nie podporządkowywać siłowni i treningowi całego swojego życia. Miałeś taki moment, w którym czułeś, że zajmuje ona w Twoim życiu zbyt wiele miejsca?

Jeżeli chodzi o siłownię i w ogóle trening, to z pewnością nie. Nigdy nie nazywam siebie sportowcem, bo wcale się nim nie czuję. Dla mnie sportowiec to ktoś, kto rzeczywiście całą swoją energię skupia na sporcie, jest on dla niego zawodem i sposobem na życie. Dla mnie aktywność fizyczna nigdy nie była zawodem i nigdy nie był to najważniejszy element w moim życiu. Zawsze powtarzam, że gdybym musiał wybierać między książką a treningiem, to wybrałbym książkę. Rozwój i zdobywanie wiedzy zawsze były dla mnie ważniejsze. Spędzało mi sen z powiek to, że codziennie musiałem dowiedzieć się czegoś nowego, bardziej lub mniej naukowego. Natomiast jeśli chodzi o kwestię aktywności, to jest to tylko jakiś element mojego życia, który nigdy go za bardzo nie zaburzał. Ta aktywność jest mi potrzebna, lubię ją, sprawia mi ona przyjemność i satysfakcję, ale nigdy nie była na pierwszym planie. Z tego powodu nie mogę sobie powiedzieć, że był taki moment, w którym powiedziałem: „Ok, za dużo mam siłowni i za bardzo pochłania ona moje życie”.

Czyli zawsze miałeś w tym wszystkim równowagę…

Myślę, że nie do końca chodzi o równowagę. Czasem mamy przecież tak, że za bardzo za czymś gonimy i się na czymś skupiamy, ale w moim przypadku na pewno nie był to element aktywności. Prędzej byłem w stanie spędzić osiem-dziesięć godzin w książkach i w internecie, który też jest fantastycznym źródłem wiedzy (jeśli tylko wiemy gdzie i jak szukać), i na przykład nie wyjść z domu. Zdarzało się, że jeśli jakiś temat bardzo mnie pochłonął, to zgłębiając go, traciłem rachubę czasu - mogłem siedzieć nad nim od 10 do 17 i nic w tym czasie nie zjeść. Teraz staram się tego unikać. Są więc elementy, które potrafią mnie pochłonąć, ale na pewno nie trening.

Bazując na zdobytej wiedzy, sam napisałeś już trzy książki, jesteś też redaktorem naczelnym „Fit Magazynu”. Czy masz jakieś szczególne momenty, które uważasz za naprawdę przełomowe w swoim życiu i które przyniosły Ci rozpoznawalność, np. pierwsza książka?

Pierwsza książka była dla mnie na początku czymś nierealnym i na pewno było to fantastyczne uczucie. Zamiast przełomowych momentów mam raczej punkty w swojej karierze zawodowej, z których jestem dumny czy zadowolony. A jeśli chodzi o rozpoznawalność - nie czuję się jakimś szczególnie rozpoznawalnym człowiekiem. Jestem normalnym facetem, jak większość chodzących po ulicy. Tak jak każdy z nas mam swoje zainteresowania i pasje, w których się realizuję. Nie każdy robi to w sposób medialny, ale samo robienie czegoś medialnie na pewno nie oznacza sławy. Sława to jest coś zupełnie innego i trzeba na nią zapracować latami. Sławni ludzie to dla mnie Jan Nowicki, Bogusław Linda czy Janusz Gajos. Całym życiem zapracowali oni na to, że nie muszą się nikomu kłaniać. Ja nie czuję się w żaden sposób osobą z tej kategorii. Po prostu spełniam się w tym co robię, mam elementy w swojej zawodowej karierze, z których jestem zadowolony i które dają mi dużą satysfakcję. Czasem są to jakieś drobne rzeczy, które są cenniejsze niż to co widać na zewnątrz.


Mówisz, że sam nie czujesz się gwiazdą, ale miałeś okazję trenować z wieloma gwiazdami, które często są na świeczniku i chwalą się dbaniem o wygląd. Czy praca z nimi różni się od pracy ze „zwykłymi” osobami - czy jest trudniej?

Często mamy w głowie obraz osoby ze świecznika jako swego rodzaju nadczłowieka, a to jest taki sam człowiek jak każdy inny. Te gwiazdy mają swoje kompleksy, smutki, radości, cele, priorytety i te wszystkie elementy są takie same jak u przeciętnego Nowaka czy Kowalskiego. Albo inaczej: gwiazda też jest na swój sposób przeciętnym Nowakiem czy Kowalskim. To co my widzimy to tylko mniej lub lepiej wypracowany wizerunek. Natomiast w momencie kiedy światełko na kamerze nie jest zapalone, wówczas stają się oni normalnymi ludźmi. Można się z nimi pośmiać, przybić piątkę i normalnie porozmawiać o rzeczach przyziemnych i zwyczajnych. Trudno też powiedzieć, by miały jakieś swoje fanaberie. Zresztą każdy z nas jakieś ma, często bardziej wybujałe niż tych gwiazd.

A propos tych fanaberii, słyszałem, że kiedyś miałeś okazję robić zakupy w Paryżu na życzenie jednego z klientów.

Tak, było to dosyć dawno. Mogę powiedzieć, że nie była to osoba z pierwszych stron gazet, ale miała swój ulubiony sklep, a finanse jej na to pozwalały. Absolutnie nie jest to jednak regułą, natomiast można to przytoczyć jako formę ciekawostki i tego co czasem przychodzi ludziom do głowy. Też jednak mile to wspominam.

Otrzymujesz wiele pytań dotyczących zdrowego odżywiania i właściwego treningu od ludzi śledzących Twoją działalność. Jakie pytania powtarzają się najczęściej - czy jest jakaś baza najczęstszych zapytań?

Te pytania się bardzo mocno zmieniają z racji tego, że ten zdrowy styl życia bardzo się rozwija. Robi się z tego ogromny kocioł różnych teorii, poglądów i tez. Często to co było rok temu zaprzecza temu co jest w tym roku, a to co będzie za rok, będzie w pewnej części zaprzeczało temu co jest obecnie. Czasem jest to tylko pozorne zaprzeczenie, ale można takie wrażenie odnieść i stąd wątpliwości. Te wszystkie pytania wynikają najczęściej z nadmiaru wiedzy. Ale chyba nie ma takiego pytania, które nieustannie by powracało.

To może ja zadam w imieniu wielu ludzi, którzy myślą o zmianie swojego życia na lepsze: Jak zacząć? Niektórzy wymawiają się brakiem czasu lub tym, że karnety na siłownię i zdrowe ekologiczne jedzenie są za drogie. Czy każdy może sobie pozwolić na chociaż namiastkę tego życia fit?

Dla mnie fit to jest swego rodzaju świadomość, zresztą ta definicja się mocno zmienia na przestrzeni lat. To budowanie swojej wiedzy, która później powinna być przefiltrowana przez zdrowy rozsądek: to na ile mogę sobie pozwolić, a na ile nie. Tak, każdy może być na swój sposób „fit”, bo to nie oznacza tego, że będziemy chodzili pięć razy w tygodniu na trening i dbali o każdy posiłek przez 7 dni w tygodniu 24 godziny na dobę. Czasem fit to są drobne zmiany i czasem są one maksimum możliwości danej osoby. Ja to całkowicie szanuję i dla mnie taka osoba jest fit, jeśli świadomie się takich zmian podejmuje. Być może skończy się na samym zbudowaniu fundamentu, ale może też ktoś złapie bakcyla i zacznie dalej w tym kierunku iść i się rozwijać.

Jeżeli chodzi o to jak się zmotywować, to trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Nigdy nie chciałem być traktowany jako tak zwany motywator, bo każdy człowiek ma swoje podejście do życia i nie ma sensu go na siłę zmieniać. Skupiam się raczej na przekazywaniu wiedzy, czegoś co może budować świadomość. Natomiast pokłady motywacji każdy zapewne znajdzie gdzie indziej. Dla niektórych będzie to chęć polepszenia stanu zdrowia, dla innych chęć dorównania koledze/koleżance, jeszcze inna osoba zobaczy kogoś w mediach, kto dobrze wygląda i powie sobie, że też chce tak wyglądać. Ten ostatni przykład jest popularny, ale bardzo go nie lubię. Media kreują idealny wizerunek, ale nie mają wiele wspólnego z realnym życiem. Jeśli jednak ktoś w tym znajduje pokłady motywacji, w porządku. Ważne, żeby się nie zagubił.

Wspomniałeś o wiedzy, którą czerpiesz z różnych źródeł. Czy masz swoje autorytety, osoby którymi się inspirujesz?

Oczywiście, z punktu widzenia zawodowego jest wielu sportowców, których podziwiam. Inspirują mnie również osoby związane z wiedzą, ale nie są one osobami ze świecznika, tylko pracownikami naukowymi na uczelniach. Są też ludzie, którzy po prostu imponują mi całym swoim życiem, na przykład Bogusław Linda. Część zawodowa to jedno, a życie to czasem znacznie więcej.


Skoro mowa o zainteresowaniach pozafitnessowych i pozasportowych, wiem że w dzieciństwie interesowałeś się lotnictwem i chciałeś zostać pilotem. Czy nadal fascynujesz się tą tematyką?

To marzenie zostało w głowie i mogę teraz realizować je amatorsko za sterami, ale nie zbieram modeli i nie jestem fanatykiem lotnictwa. W dzieciństwie to było mi bardzo bliskie, teraz troszeczkę odeszło na bok. Natomiast rzeczywiście polatać jest fajnie i to sprawia dużą satysfakcję, daje odprężenie. Uwielbiam fotografię i to też jest mój powiedzmy mały konik, ale absolutnie nie czuję się fotografem. Lubię też naprawdę dobre kino. Tych zainteresowań jest wiele.

Muzyka może nie jest zainteresowaniem, ale świetnym sposobem na odprężenie, cały czas mi towarzyszy. Nie jest to jeden gatunek, bo nie słucham gatunku, tylko po prostu muzyki. Jest wiele takich rzeczy, które sprawiają mi satysfakcję, ale nie chcę ich sprzedawać, bo są dla mnie, a nie na pokaz.

Nie lubisz być nazywany trenerem czy motywatorem, ale każdego w mediach jakoś należy „podpisać”. Jakbyś sam siebie określił zawodowo?

Staram się promować i propagować zdrowy styl życia, więc „propagator i promotor zdrowego stylu życia” to dobre określenie, bo zawiera więcej elementów niż tylko kwestie treningowe i żywieniowe. Obejmuje szerokie spektrum działań i wiedzy. Nie lubię być klasyfikowany jako trener, bo trener z założenia ma planować treningi - ja wolę bardziej holistyczne podejście.

Obecnie organizujesz cykl spotkań pod nazwą Fit Akademia, trwający dwa dni i składający się z wykładów o zdrowym żywieniu i właściwym treningu. Jak mógłbyś opisać tę akcję i zachęcić do dołączenia do tej inicjatywy?

Zapraszam osoby, które chciałyby w holistyczny sposób się rozwijać i dowiedzieć czegoś nowego z punktu widzenia aktywności i żywienia. To szkolenie obejmuje szerokie i zdroworozsądkowe podejście - taka jest właśnie idea Fit Akademii. Staram się zawsze budować świadomość, ale i podkreślać, że każdy z nas ma wolny wybór i to właśnie świadomy wybór stanowi o tym czy jesteśmy fit czy nie. Staram się nadążąć za wszelkimi trendami, które są obecnie na rynku i opisywać je w praktyczny i przystępny sposób. Jest to też kontynuacja tego co robię w mediach społecznościowych, ale możemy się spotkać, porozmawiać i każdy może zadać pytanie. Staram się, aby koszta tych seminariów były jak najniższe.

To moje osobiste spełnienie, za którym nie stoją przede wszystkim względy finansowe, ale rzeczywista chęć przekazania wiedzy. Fit Akademia to cykl, który cieszy się dosyć dużym zainteresowaniem - to już trzecia edycja, uczestniczyło w niej już ponad dwa tysiące osób. Jeździmy z miasta do miasta w każdy weekend, 11 miast i 11 tygodni. Nie chcę mówić, że to misja, bo nie jestem fanatykiem, ale daje mi to bardzo dużą satysfakcję.

Fit Akademia się rozwija, „Fit Magazyn” się rozwija, też między innymi Akademia Smaku. Czego Ci zatem życzyć i jakich kolejnych projektów możemy się spodziewać?

Te projekty już się tworzą i niedługo będą się pojawiały, między innymi „Akcja Regeneracja”. Mam dużo planów, z których część wyjdzie, a część pewnie nie. A czego można mi życzyć? Szczerego uśmiechu, żeby to co robię dawało mi satysfakcję, niezależnie czy się udaje czy nie. Jest dużo rzeczy, które się toczą i jeżeli wyjdą, to na pewno będzie z tego jakiś uśmiech. Jeżeli nie, to będzie to jakaś lekcja i też coś z tego wyciągnę. Tak więc myślę, że uśmiechu i chęci, żeby robić to co robię.

...no i na pewno zarażać pozytywną energią innych - tego Ci właśnie życzę i dziękuję za rozmowę.

Również bardzo dziękuję.


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat zdrowego stylu życia, serdecznie zachęcam do śledzenia oficjalnej strony Jacka Bilczyńskiego:
http://www.jacekbilczynski.pl/
https://www.facebook.com/JacekBilczynski.FitAndLifestyleCoach

środa, 3 maja 2017

Interview with Eric Howell

Eric Howell is an American director, whose short film "Ana’s Playground" was awarded on Santa Barbara International Film Festival and Central Florida Film Festival. His newest work is "Voice From The Stone", in which "Game of Thrones" actress Emilia Clarke plays one of the main characters and for which Amy Lee from Evanescence wrote a song "Speak to Me". In the interview Eric Howell is talking about making the movie, his inspirations and upcoming film projects.

(Photo: Philippe Antonello)

"Voice From The Stone", the thriller you directed, tells the story of an indestructible bond between a mother and son, which is stronger than death, and it is based on the Italian novel "La Voce Della Pietra". How did you become acquainted with this story and decide to turn it into a film?

The script was given to me by producer Dean Zanuck. Written by Andrew Shaw, it was a script that made me want to read under a blanket with a flashlight. For me it was always a gothic romance which is different than the original book. I didn’t read the book until much later in the process and can say that our final film interoperation really is it’s own story. However, at the core this was a very Italian story and the producers and I were very much committed to keeping it that way.

The story told in "Voice From The Stone" resembles a bit a classic gothic novel "Wuthering Heights" and is a kind of tribute to gothic romance films made by Alfred Hitchcock in the 1940s. How could you describe your main influences and inspirations in directing "Voice From The Stone"?

Well, certainly Hitchcock’s "Rebecca" was a major influence for this film specifically. The list of people who inspire me is quite long - everyone from Sam Mendes to Steven Soderbergh, to Lasse Hallström and Guillermo del Toro… Actually, as I work I’m trying to keep them out of my head because it’s too easy to try and compare - and then never live up to those great filmmakers. I’m just trying to do my best to find my own voice, and with any luck have an opportunity to make more films.

One of the most important factors which makes your project so special is its international and very talented crew - Emilia Clarke from "Game of Thrones" and Marton Csokas from "Lord of the Rings" play the main characters, and Amy Lee made a song "Speak to Me" especially for the movie. How did you manage to involve such a great artists in "Voice From The Stone"? What are your memories from your work with them?

When you work with people at this level you understand that they are at this point in their career for a good reason. Because of their own confidence they expect hard work, not perfection. I found that by showing up very prepared, having strong ideas but also an open mind to their ideas served the process very well. Sometimes I didn’t know the creative answers they were seeking, but everyone was always open to exploring them together. It’s a balance of full preparation and the willingness to throw that preparation out the window when you need to.

(Photo: Philippe Antonello)

"Voice From The Stone" is your feature film directorial debut, but you have directed some short films before, for example "Ana's Playground" and "Strangers". What was the most exciting thing about making your first 90-minute long film? What are the main differences between working on a short and a feature film?

The best part is the people - the calibre of people that I had the opportunity to work with is really the reward. Working on a longer project allows a family to be created and the process together has been imprinted forever in my mind - a true gift. I had an opportunity to collaborate with actors in a way that a short film simply cannot offer - a feature allow you to breathe a bit!

Both in "Ana's Playground" and "Voice From The Stone" the plot is focused on a child - a child of war Ana and silent orphan Jakob respectively. How it is like to work with such young actors? Do you have to treat them in a little bit different way than their older collegues?

In directing as in parenting I have found that one should never talk down to a child. Treat them as you do other actors. The biggest difference is the choice of words because a vocabulary with a child won’t be as robust as that of an adult. Children love to play and pretend, so often they can be easier than working with an adult because there is no baggage and fewer doubts. However, what you gain here is lost in the attention span for a child, so it is important to work quickly.

"Voice From The Stone" premiered in select theaters on 28 April 2017 and the trailer of the movie was very promising and exciting. Have you already got any plans for the next projects? Can we expect more films like that directed by you in the future?

I’ve got two personal projects going. One is a script of mine that’s been picked up as a graphic novel titled "The Revolution of Cassandra". Think of it a a contemporary "Raiders of the Lost Ark", but instead of a pistol and whip, the protagonist is a woman with dreadlocks and Birkenstocks who fights for her idealism in the middle of a Central American civil war and inadvertently changes the world around her. "The future is feminine!"

The other is a script I co-wrote titled "Killing Roma" which is going out to cast at the moment. It’s the story of a meticulous assassin forced together with a suicidal femme fatale who wants him to kill her after causing him to miss his original target. They spend the night on a journey through a romantic city and fall in love… Sort of "Lost In Translation" meets "Léon: The Professional".


If you want to learn more about "Voice From The Stone", please visit the movie's official website:

Wywiad z Erikiem Howellem

Eric Howell jest amerykańskim reżyserem, którego krótkometrażowy film „Ana’s Playground” został nagrodzony m.in. na Santa Barbara International Film Festival i Central Florida Film Festival. Jego najnowszym dziełem jest pełnometrażowa produkcja „Voice From The Stone”, w której zagrała między innymi znana z „Gry o tron” Emilia Clarke i do której piosenkę „Speak to Me” napisała Amy Lee z Evanescence. W wywiadzie Eric Howell opowiada o kulisach powstawania filmu, swoich inspiracjach i kolejnych filmowych projektach.

(Foto: Philippe Antonello)

Thriller „Voice From The Stone”, którego jesteś reżyserem, opowiada opartą na włoskiej powieści „La Voce Della Pietra” historię nierozerwalnej, silniejszej niż śmierć więzi między matką i synem. W jaki sposób zapoznałeś się z tą opowieścią i zdecydowałeś się zamienić ją w film?

Otrzymałem scenariusz od producenta Deana Zanucka. Napisany przez Andrew Shawa okazał się czymś, co mogłem z przyjemnością czytać pod kocykiem z latarką w ręku. Sam scenariusz postrzegam jako romans, który różni się od oryginalnej książki. Zresztą samą książkę przeczytałem znacznie później, już na etapie tworzenia filmu, i mogę tylko stwierdzić, że efekt naszych filmowych działań stanowi raczej własną luźną interpretację. Aczkolwiek, jako że u źródła jest to bardzo włoska historia, producenci i ja staraliśmy się za wszelką cenę zachować ten specyficzny klimat.

Historia opowiedziana w „Voice From The Stone” przypomina nieco klasyczną powieść gotycką „Wichrowe wzgórza” i jest swego rodzaju hołdem złożonym gotyckim filmom Alfreda Hitchcocka powstałym w latach 40. XX wieku. Jak mógłbyś opisać swoje główne inspiracje i wpływy przy tworzeniu „Voice From The Stone”?

Cóż, z całą pewnością „Rebecca” Hitchcocka była głównym źródłem wpływu jeśli chodzi o tworzenie tego filmu. Lista ludzi, którzy stanowili dla mnie inspirację jest dosyć długa - wszyscy począwszy od Sama Mendesa aż do Stevena Soderbergha, Lassego Hallströma i Guillermo del Toro. Tak naprawdę to kiedy pracuję staram się nie skupiać szczególnej uwagi na ich twórczości, ponieważ zbyt łatwo jest próbować się z kimś porównywać, a potem i tak nie dorównać tym wybitnym filmowcom. Po prostu staram się robić co w mojej mocy, aby znaleźć swój własny styl i przy odrobinie szczęścia korzystać z szansy, by tworzyć więcej filmów.

Jeden z najważniejszych czynników, które czynią Twój projekt tak wyjątkowym, jest jego międzynarodowa i bardzo utalentowana obsada - główne role grają Emilia Clarke z „Gry o tron” i Marton Csokas z „Władcy pierścieni”, a Amy Lee specjalnie do tego filmu stworzyła piosenkę „Speak to Me”. Jak udało Ci się zaangażować do „Voice From The Stone” tak wybitnych artystów? Jakie są Twoje wspomnienia związane z pracą z tymi osobami?

Kiedy pracujesz z ludźmi na tym poziomie, rozumiesz że nie bez przyczyny są w tym punkcie swojej kariery. Są pewni siebie, więc oczekują ciężkiej pracy, a nie perfekcji. Udowodnili mi to, gdy pojawiali się na planie świetnie przygotowani i mieli silne pomysły, a zarazem otwarcie umysłu na te ich rady dobrze służyło procesowi tworzenia. Czasami nie wiedziałem jakich kreatywnych odpowiedzi ode mnie oczekują, ale wszyscy byliśmy zawsze gotowi, aby wspólnie je odnaleźć. To była taka równowaga między pełnym przygotowaniem a zarazem gotowością do odrzucenia tych przygotowań, gdy była taka potrzeba.

(Foto: Philippe Antonello)

„Voice From The Stone” to twój reżyserski debiut w filmie pełnometrażowym, ale już wcześniej reżyserowałeś kilka filmów krótkometrażowych takich jak „Ana’s Playground” czy „Strangers”. Co było najbardziej ekscytujące w tworzeniu Twojego pierwszego półtoragodzinnego filmu? Jakie są główne różnice w pracy nad krótkometrażówką i pełnometrażówką?

Najlepsza część to ludzie - kaliber ludzi, z którymi miałem możliwość pracować to dla mnie prawdziwa nagroda. Praca nad dłuższym projektem pozwala na to, aby stworzyła się rodzinna atmosfera i ten wspólny proces niewątpliwie zapisał się w moim sercu - to prawdziwy dar. Miałem szansę współpracować z aktorami w sposób, którego krótkometrażowy film po prostu nie może zaoferować - pełnometrażówka pozwala na odrobinę oddechu!

Zarówno w „Ana’s Playground” jak i w „Voice From The Stone” fabuła skupia się na postaci dziecka - odpowiednio dziecka czasów wojny Any czy milczącego sieroty Jakoba. Jak wygląda praca z tak młodymi aktorami? Czy musisz traktować ich w trochę inny sposób niż ich starszych kolegów po fachu?

Odkryłem, że w reżyserowaniu jak w ojcostwie nie można zniżać się do poziomu dziecka. Traktuj ich tak jak innych aktorów. Największą różnicą w podejściu jest dobór słów, ponieważ słownictwo używane wobec dziecka nie będzie tak silne jak w stosunku do dorosłego. Dzieci uwielbiają grać i udawać - często łatwiej jest z nimi pracować niż z dorosłymi, ponieważ nie mają tego bagażu doświadczeń i rzadziej dopadają je wątpliwości. Jednakże to co się w tym uzyskuje można łatwo stracić, ponieważ krócej potrafią skupić swoją uwagę. Dlatego ważne jest, aby działać szybko.

„Voice From The Stone” miał swoją premierę w wybranych kinach 28 kwietnia 2017, a już sama zapowiedź filmu była obiecująca i ekscytująca. Masz już plany na kolejne projekty? Czy możemy się w przyszłości spodziewać więcej filmów takich jak ten w Twojej reżyserii?

Mam dwa osobiste projekty w drodze. Jednym jest scenariusz mojego autorstwa, który został wybrany jako powieść graficzna o nazwie „The Revolution of Cassandra”. Myślę o tym jako o współczesnej wersji „Poszukiwaczy zaginionej arki”, ale zamiast pistoletu i bata, bohaterką jest kobieta z dredami i Birkenstocks, który walczy o jej ideały w samym centrum wojny domowej w Ameryce Środkowej i nieświadomie zmienia otaczający ją świat. „Przyszłość jest kobietą!”

Innym projektem jest scenariusz, który współtworzyłem o nazwie „Killing Roma”, do którego będziemy teraz organizowali obsadę. To historia pedantycznego mordercy, który łączy siły z nieszczęśliwą femme fatale, która chce, aby ją zabił, po tym jak spowodowała, że stracił swój pierwotny cel. Spędzają noc podróżując po romantycznym mieście i zakochują się w sobie. Coś w rodzaju spotkania „Między słowami” z „Leonem zawodowcem”.


Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat filmu „Voice From The Stone”, zajrzyjcie na jego oficjalną stronę internetową: