piątek, 1 grudnia 2017

Interview with Francisco Lachowski

Francisco Lachowski is a Brazilian with Polish origins who conquered the world of male modeling a few years ago. He worked with such brands as Dolce & Gabbana, Armani, Big Star and Gucci and appeared on the covers of top fashion magazines. Now he is a happy husband and father of two sons, but he is still an important name in the fashion world. In the interview, Francisco is talking about the beginnings of his modeling career, his Polish roots and love to sport.


In 2008 you won Ford Men's Supermodel of the World in São Paulo - that's how your modeling career started. Why did you decide to take part in this contest? Were you interested in modeling before? 

I had a friend who used to model so it did cross my mind but I never did anything to give it a try. My cousin was studying Fashion Design in São Paulo and for the graduation they were doing a small fashion show. They were in need of models so she asked me to participate and I agreed. There were agents from Ford Models there at the time, who asked me to join the agency and later on take part in the completion.

You walked for Dior, Gucci, Versace and Armani, appeared on the covers of "GQ" and "Vogue" and did amazing campaigns for top fashion brands. What is your favourite and most memorable modeling experience so far? Could you tell us something more about it?

I was very fortunate to work with a lot of amazing people throughout my career so it’s hard to choose one. However, the most memorable one was probably my first ever campaign which was Dior with Karl Lagerfeld and my favorite one was Bulova since I shot it with my family. That was very special.

I know that you are half-Polish, because your father is of Polish descent. How did your family came from Poland to Brazil? Do you know any Polish words or cultivate Polish traditions?

Yes, my great grandfather, who I am named after, moved to Brazil when he was young. I am very proud of my Polish heritage and we always had barszcz for Christmas growing up. I remember my father always saying "Dobranoc" to me and my sisters before we went to bed. I can also sing "Sto lat"! Haha!

Two years ago Models.com included you on their "Industry Icons" and "Sexiest Men" lists and you play a lot of sports to stay in shape, for example tennis, surfing and jiu-jitsu. What are your biggest achievements as a sportsman and what other sports would you like to give a try?

I used to be semi-professional tennis player and enjoyed different martial arts, however nowadays I really love cycling especially mountain biking. Oh! And of course, since I am Brazilian, I love to play football!

Apart from being a model, you are also a devoted young husband and father, so you must organise your timetable carefully. How do you manage to do your best as a model and have enough time for family as well?

Thankfully I have an amazing partner in life, my wife Jessiann, who helps me balance it all. We love spending time as a family especially when we get to work together!

You are still very active as a model, recently you appeared on the cover of a Spanish fashion magazine "Risbel". Could you reveal to us your plans for the foreseeable future? 

I guess you will have to wait and see.


If you want to learn more about Francisco Lachowski and his career, please visit his official website:

Wywiad z Francisco Lachowskim

Francisco Lachowski jest Brazylijczykiem z polskimi korzeniami, który kilka lat temu szturmem podbił świat męskiego modelingu. Współpracował z takimi markami jak Dolce & Gabbana, Armani, Big Star i Gucci oraz pojawił się na okładkach topowych modowych magazynów. Obecnie jest szczęśliwym mężem i ojcem dwóch synów, ale nadal odgrywa w świecie mody dużą rolę. W wywiadzie Francisco opowiada o początkach swojej kariery w modelingu, polskich korzeniach i zamiłowaniu do sportu.


W 2008 wygrałeś Ford Men's Supermodel of the World w São Paulo - tak zaczęła się Twoja kariera w modelingu. Dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w tym konkursie? Interesowałeś się wcześniej światem mody?

Miałem kolegę, który zajmował się modelingiem, więc też przechodziło mi to przez myśl, ale nigdy nic konkretnego w kierunku mody nie robiłem. Moja kuzynka studiowała projektowanie ubioru w São Paulo i na zakończenie studiów organizowała z kolegami mały pokaz mody. Potrzebowali do tego modeli, więc poprosiła mnie, abym wziął w tym projekcie udział. Zgodziłem się. Na pokazie pojawili się agenci z Ford Models, którzy zaproponowali mi dołączenie do agencji, a następnie realizowanie kolejnych pokazów.

Chodziłeś w pokazach Diora, Gucci, Versace i Armaniego, pojawiłeś się na okładkach „GQ” i „Vogue’a” i zrobiłeś niesamowite kampanie dla topowych modowych marek. Jakie jest Twoje ulubione i najbardziej pamiętne modowe doświadczenie? Mógłbyś o nim więcej opowiedzieć?

W mojej dotychczasowej karierze miałem ogromne szczęście pracować z wieloma wspaniałymi osobami, więc trudno wybrać mi jedną sytuację. Najbardziej zapadła mi chyba w pamięć moja pierwsza w życiu kampania, czyli Dior z Karlem Lagerfeldem. Moją ulubioną była z kolei Bulova, ponieważ realizowałem ją z rodziną. To było dla mnie wyjątkowe doświadczenie.

Wiem, że jesteś pół-Polakiem, ponieważ Twój ojciec ma polskie korzenie. Jak Twoja rodzina trafiła z Polski do Brazylii? Znasz jakieś polskie słowa lub kultywujesz polskie tradycje?

Tak, mój pradziadek, po którym zresztą dostałem imię, wyjechał w młodości do Brazylii. Jestem bardzo dumny z moich polskich korzeni i kiedy dorastałem, zawsze na święta Bożego Narodzenia jedliśmy barszcz. Pamiętam, że mój tata zawsze mówił mi i moim siostrom po polsku „Dobranoc”, kiedy szliśmy spać. Umiem też zaśpiewać po polsku „Sto lat”! Haha!

Dwa lata temu portal Models.com umieścił Cię na swojej liście „Ikon Biznesu” i „Najseksowniejszych Mężczyzn” i rzeczywiście uprawiasz wiele sportów, aby trzymać formę, między innymi tenis, surfing czy jiu-jitsu. Jakie są Twoje największe sportowe osiągnięcia i jakie jeszcze sporty chciałbyś trenować?

Swego czasu byłem półprofesjonalnym tenisistą i bardzo lubiłem różne sztuki walki, obecnie z kolei naprawdę uwielbiam kolarstwo, szczególnie górskie. I oczywiście, jak przystało na Brazylijczyka, kocham grać w piłkę nożną!

Oprócz bycia modelem, jesteś również oddanym młodym mężem i ojcem, więc musisz bardzo starannie organizować swój kalendarz. Jak udaje Ci się dawać z siebie wszystko w modelingu i jednocześnie zadbać o wystarczającą ilość czasu dla rodziny?

Na moje szczęście mam niesamowitą partnerkę życiową, moją żonę Jessiann, która pomaga mi znaleźć w tym wszystkim równowagę. Uwielbiamy spędzać razem czas jako rodzina, szczególnie gdy możemy razem pracować!

Nadal jesteś bardzo aktywny w modelingu, ostatnio pojawiłeś się na okładce hiszpańskiego magazynu modowego „Risbel”. Czy mógłbyś nam zdradzić swoje plany na najbliższą przyszłość?

Myślę, że po prostu musicie czekać i wypatrywać.


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Francisco Lachowskiego i jego kariery, zajrzyjcie na jego oficjalną stronę:
https://www.instagram.com/chico_lachowski/

środa, 29 listopada 2017

Interview with Adrian R'Mante

Adrian R’Mante is an American actor, who became popular for playing Esteban Ramirez in the TV series "Suite Life". He also played episodic roles in many popular American TV shows. Now he teaches young talented actors how to develop their skills by his original project CGTV. In the interview, Adrian is talking about his "Suite Life" memories, other acting challenges and his love to dance.


You played Esteban Julio Ricardo Montoya de la Rosa Ramirez in Disney Channel's "Suite Life" for five years, counting one-time appearance in "Suite Life on Deck". What was your favourite funny situation from the set? Do you have any prop from "Suite Life" in your private collection, for example your bellboy uniform?

Unfortunately I don’t have any memorabilia but I do have great friends for life like Matt Timmons and Phill Lewis. My favorite funny moment was definitely when Esteban became rich and London had to teach him how to spend his money. Also, when Mr. Moseby lost his voice and Esteban had to imitate him.

Apart from his Spanish accent, Esteban was well-known for his kindness, loyalty and a little bit of childishness as well. Do you share any similarities with the character you played?

Well I definitely share his loyalty and kindness. One thing I hate most in life is a bully. I use to be a 9th and 10th grade high school teacher and I had a zero tolerance for bullying. Being a celebrity, I take pride in staying true to who I am and being kind to everyone I meet. To this day I have never turned down a pic or autograph.

You starred in a couple of movies and played a lot of episodic roles in popular American TV shows like "24", "JAG", "NCIS: Los Angeles" and "Hawaii Five-0". Which role was the most challenging for you to play and why?

Definitely "24" with Keifer Sutherland. I am not Middle Eastern but I had to play a Palestinian terrorist so learning the accent and being tortured by Keifer was by far my most difficult challenge but yet my most accomplished!


Not only are you a gifted actor, but you also teach others how to act as an acting teacher. You have a project called CGTV devoted to young undiscovered actors. How does this talent-searching group work and what are your biggest successes?

Being a former high school teacher, I wanted to create something that helps young talented and passionate actors. I’ve been doing this program since 2007 and I have countless success stories. However, my most recent success stories in which I played a huge role in breaking their careers is Jackson Robert Scott from the Stephen King movie, "It". He played Georgie. RJ Cyler who starred as the Blue Ranger in the recent new "Power Rangers" movie. Another one is Bex Taylor Klaus who starred in the CW show "Arrow" and MTV’s "Scream".

I know that before you became an actor, you were a very talented dancer and you took part in countless break dancing competitions. Could you tell us something more about your dancing career and favourite sports?

Well I grew up playing sports like baseball and football. I excelled pretty well at those sports but I was too short in high school. I stuck to dancing and actually won my high school talent show 3 years in a row. That alone convinced me that I was born to perform.

Next year you will star in a movie "The Adventures of Jubeez: Kid Boss" and I guess there are more amazing projects with you on the way. What can we expect from you in the foreseeable future? Do still have any unfulfilled dreams as an actor or a role that you really would love to play?

I pretty satisfied with my career. I’ve had the opportunity to work with so many big names actors and create a name of my own. My plans moving forward will be to grow my acting company and do two to three acting projects a year. I have two beautiful kids that are my main focus now so I will create an amazing future for them.


If you want to learn more about Adrian R'Mante and his project CGTV, please visit his official website:
https://www.facebook.com/AdrianRManteActor/
http://cgtv.la/curriculum/

Wywiad z Adrianem R'Mante

Adrian R’Mante jest amerykańskim aktorem, który zyskał popularność rolą Estebana Ramireza w serialu „Nie ma to jak hotel”. Grał też epizodyczne role w wielu znanych amerykańskich produkcjach. Obecnie zajmuje się szkoleniem młodych aktorów w ramach autorskiego projektu CGTV. W wywiadzie Adrian opowiada o swoich wspomnieniach z „Nie ma to jak hotel”, innych aktorskich wyzwaniach i miłości do tańca.


Licząc gościnny występ w „Nie ma to jak statek”, grałeś Estebana Julia Ricarda Montoyę de la Rosę Ramireza w serialu Disney Channel Nie ma to jak hotel” przez pięć lat. Jaka jest Twoja ulubiona zabawna sytuacja z planu? Czy masz w swojej prywatnej kolekcji jakiś rekwizyt z serialu, na przykład swój służbowy strój?

Niestety, nie mam żadnych pamiątek, ale za to zyskałem wielu przyjaciół na całe życie jak Matt Timmons i Phill Lewis. Moim ulubionym śmiesznym momentem zdecydowanie był odcinek, kiedy Esteban stał się bogaty i London uczyła go jak ma wydawać swoje pieniądze. Podobało mi się też, kiedy Pan Moseby stracił swój głos i Esteban musiał go udawać.

Oprócz swojego hiszpańskiego akcentu, Esteban był znany z życzliwości, lojalności, jak również szczypty dziecinności. Czy dzielisz jakieś wspólne cechy z postacią, którą grałeś?

Cóż, na pewno łączy nas lojalność i życzliwość. Nienawidzę znęcania się nad innym. Swego czasu byłem nauczycielem w 9. i 10. klasie szkoły średniej i miałem zero tolerancji dla takich zachowań. Jako celebryta czuję dumę, że jestem uczciwy wobec siebie i życzliwy dla wszystkich, których spotykam. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żebym odmówił komuś wspólnego zdjęcia czy autografu.

Wystąpiłeś w kilku filmach i grałeś wiele epizodycznych ról w popularnych amerykańskich serialach jak „24 godziny”, „JAG - Wojskowe Biuro Śledcze”, „Agenci NCIS: Los Angeles” czy „Hawaii Five-0”. Która rola i dlaczego była dla Ciebie największym aktorskim wyzwaniem?

Zdecydowanie „24 godziny” z Keiferem Sutherlandem. Nie pochodzę z Bliskiego Wschodu, a musiałem zagrać palestyńskiego terrorystę, więc nauczenie się akcentu i bycie torturowanym przez Keifera było jak na razie moim największym wyzwaniem. Znakomicie sobie jednak z tym poradziłem!


Nie tylko jesteś utalentowanym aktorem, ale również jako nauczyciel aktorstwa uczysz innych jak grać. Masz projekt o nazwie CGTV, dedykowany młodym nieodkrytym aktorskim talentom. Jak działa ta grupa łowców talentów i jakie są wasze największe sukcesy?

Mając doświadczenie pracy w szkole średniej, chciałem stworzyć coś, co pomoże młodym utaletnowanym i pełnym pasji aktorom. Prowadzę ten program od 2007 i mam koncie wiele sukcesów. Moim najnowszym sukcesem, w którego osiągnięciu odgrywałem ogromną rolę jest Jackson Robert Scott z „To”, filmu na podstawie powieści Stephena Kinga. Zagrał tam Georgiego. Z mojej szkoły pochodzi też RJ Cyler, który wcielił się w niebieskiego rangera w najnowszym filmie „Power Rangers”. Innym sukcesem jest Bex Taylor Klaus, grający w serialu The CW „Arrow” i produkcji MTV „Krzyk”.

Wiem, że zanim zająłeś się aktorstwem, byłeś bardzo utalentowanym tancerzem i brałeś udział w niezliczonych zawodach breakdance’owych. Czy mógłbyś opowiedzieć więcej o swojej karierze tanecznej i ulubionych sportach?

Dorastałem, grając w takie sporty jak baseball i piłka nożna. Bardzo dobrze mi w tych sportach szło, ale w szkole średniej okazałem się na nie za niski. Znalazłem więc swoje miejsce w tańcu i przez trzy lata z rzędu wygrywałem przeglądy talentów w mojej szkole średniej. Właśnie to przekonało mnie, że urodziłem się po to, aby występować.

W przyszłym roku pojawisz się w filmie „The Adventures of Jubeez: Kid Boss” i domyślam się, że w planach jest więcej niesamowitych projektów z Twoim udziałem. Czego możemy się od Ciebie spodziewać w najbliższej przyszłości? Czy nadal masz jakieś niespełnione aktorskie marzenia lub rolę, którą bardzo chciałbyś zagrać?

Jest całkiem usatysfakcjonowany moją dotychczasową karierą. Miałem szansę pracować z wieloma wielkimi aktorskimi nazwiskami i zapracować na własne nazwisko. Moje plany dalszego rozwoju obejmują rozwijanie mojego aktorskiego przedsiębiorstwa i robienie dwóch lub trzech aktorskich projektów rocznie. Mam dwoje wspaniałych dzieci, na których teraz głównie się skupiam, więc chcę im zapewnić wspaniałą przyszłość.


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Adriana R'Mante i projektu CGTV, zajrzyjcie na jego oficjalną stronę:
https://www.facebook.com/AdrianRManteActor/
http://cgtv.la/curriculum/

piątek, 24 listopada 2017

Rozmowa z Maciejem Dolegą

Maciej Dolega jest pochodzącym z Malborka prezenterem telewizyjnym TVN, TVN24 i TVN Meteo, znanym przede wszystkim z prowadzenia prognoz pogody. Ma na swoim koncie również doświadczenie pracy w modelingu i prowadzenia kwartalnika modowego „Fashion Magazine”, a obecnie zajmuje się projektowaniem męskiej biżuterii. Ponadto jest miłośnikiem koszykówki i motoryzacji. W wywiadzie Maciej Dolega opowiada o kulisach pracy dziennikarskiej, tajnikach męskiej mody, zamiłowaniu do sportu i planach na przyszłość.

(Foto: Pani i Pan Fotograf)

Jest Pan uważany za jednego z najlepiej ubranych polskich dziennikarzy - u wielu dziennikarzy styl jest niejako wymuszony obecnością w telewizji, dla Pana jest on chyba czymś naturalnym. Jak zaczęła się ta fascynacja męską modą?

Jest to trochę coś, co wyniosłem z domu. Mój tata odkąd pamiętam pracował na stanowiskach kierowniczych, więc nosił marynarki, koszule, krawaty i eleganckie spodnie - tak zwane zestawy koordynowane. Może nie był na to stawiany w domu szczególny nacisk, ale zostałem wychowany w świadomości, że to jak się prezentujemy ma znacznie. Oczywiście rozumiem, że niektóre osoby mogą uważać garnitur za rodzaj zbroi i wolą stawiać na wygodę. Sam nie śpię przecież w garniturze i nie chodzę w nim, kiedy wyjeżdżam na wieś lub jestem w domu. Praca w telewizji sprawia jednak, że człowiek powinien dbać o wygląd, bo widzowie nie tylko oglądają nas na antenie, ale też widują często w sytuacjach prywatnych. Ten wizerunek musi być spójny.

Był Pan też modelem, co na pewno pomogło Panu poznać kulisy męskiej mody. Jaki był Pana największy sukces w pracy w tej branży?

To jest zamierzchła przeszłość i wtedy modeling nie był tak popularny jak obecnie. Nie było programów takich jak „Top Model”, które promują ten zawód. Media społecznościowe nie były tak rozbudowane, więc nie było też możliwości zachowania wszystkich zdjęć, chociaż z tego co pamiętam mama zbierała jakieś wycinki z różnego rodzaju prac. Pracowałem głównie w Polsce, chociaż wyjeżdżałem też do Mediolanu, Hamburga i Paryża, byłem też przez dwa miesiące na Tajwanie. Zarobione pieniądze pozwoliły mi utrzymać się na studiach. Dzięki tej pracy mogłem szkolić języki, poznałem też mnóstwo fantastycznych osób takich jak Marcin Tyszka, Marek Straszewski, Piotr Porębski czy Beata Wielgosz. Największym sukcesem był chyba dwudniowy pokaz w Paryżu Agnès b., popularnego sklepu sieciowego we Francji. Przez dwa dni pracowałem w wielkiej kamienicy naprzeciwko Luwru, bawiąc się i bawiłem się, pracując. To było bardzo ciekawe doświadczenie, a jednocześnie niezłe pieniądze jak na tamte czasy, które mogłem zarobić i spokojnie wydać po powrocie do Polski.

Jako model dużo Pan podróżował, nadal zresztą często zwiedza Pan różne zakątki świata. Który kraj jest dla Pana najbardziej inspirujący, jeśli chodzi o modę męską?

W czasach mojego modelingu częściej stykałem się z wariactwem i artyzmem niż z klasyczną modą męską, np. na pokazie Arkadiusa w Warszawie. Poukładanie przychodzi z wiekiem, człowiek dojrzewa, zakłada rodzinę, ma dzieci. Nie może być aż takim wariatem, chociaż pewnie ta cząstka wariactwa cały czas gdzieś we mnie siedzi. Myślę, że nie ma jakiegoś jednego kraju, którym możemy się inspirować. To będzie Francja ze swoją nonszalancją i elegancją, ale i Londyn ze swoim Savile Row czy Davidem Gandym, który wygląda świetnie i świetnie się nosi. Będą też Włosi z odrobiną wariactwa i sprezzatury. Staram się też czerpać ze Stanów Zjednoczonych, bo moją ogromną pasją jest koszykówka, a koszykarze NBA też potrafią inspirować, jeśli chodzi o styl.

(Foto: Pani i Pan Fotograf)

Zaczynał Pan swoją karierę dziennikarską od „Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego” w TVP. Jak wspomina Pan swoją pierwszą styczność z kamerą i światem mediów?

To było dla mnie coś absolutnie nowego. Byłem kompletnie zielony, mimo że studiowałem dziennikarstwo i myślałem, że zwiążę z nim swoją przyszłość. Na pewno praca w mediach jest niezwykle ciekawa, codziennie poznajemy nowych ludzi i musimy posiadać wiedzę na bardzo różne tematy. Oczywiście w jednych czujemy się lepiej, w innych trochę gorzej, ale widzowie powinni mieć wrażenie, że w każdym czujemy się dobrze. Po 14 latach działalności na różnych antenach ta praca nadal jest dla mnie inspirująca i w stu procentach spełniam się w tym, co robię.

Znany jest Pan przede wszystkim jako prezenter pogody, ale dostaje Pan też wiele innych materiałów dziennikarskich do zrobienia. Czy mógłby Pan zdradzić jak wygląda Pana praca od kulis?

Człowiek nie jest jednowymiarowy, ma różne zainteresowania i fajnie, jeżeli może je wykorzystywać także w swojej pracy. Jeżeli czymś żyjemy i mamy jakąś pasję, to widać to też w materiałach, które się robi. Zresztą często rozmowy z ludźmi, którzy są pasjonatami, mają jakieś hobby są ciekawsze niż takie rozmowy, które po prostu musimy przeprowadzać. Oprócz tego, że prowadzę prognozę pogody, faktycznie staram się też pokazywać na antenie moje zainteresowania. Dwa lata temu miałem okazję na antenie TVN24 rozmawiać np. z Carmelo Anthonym, wtedy koszykarzem New York Knicks, teraz Oklahoma City Thunder. Cieszę się, że moi zwierzchnicy widzą to, czym się interesuję i są w stanie mi zaufać na tyle, żeby angażować mnie do takich rozmów. Rozmawiałem też z gwiazdami na antenie nieistniejącego już radia PIN. Kulisy są prozaiczne: trzeba się przygotować do rozmowy, poznać gościa, z którym będziemy rozmawiać. Na pewno nie powinniśmy ulegać rutynie czy lekceważyć różnego rodzaju zadań, bo często im lepiej się przygotujemy do rozmowy, tym jest ona lepsza.

Każdemu dziennikarzowi czasem zdarzają się wpadki i różnego rodzaju nieprzewidziane sytuacje. Jaka była Pana najbardziej spektakularna i jak Pan z niej wybrnął?

Najczęściej są to wpadki słowne, bo często pracujemy w godzinach wczesnoporannych. Którejś soboty zacząłem o poranku w TVN24 od tego, że przejęzyczyłem się i zamiast „w Suwałkach” powiedziałem „w Suwałku”. Koleżanka odpowiedziała mi na to: „a w Bydgoszczu jak będzie?” i potem znalazło się to w „Łapu Capu”. Takich wpadek słownych pewnie było kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt, natomiast jeśli chodzi o spektakularne wpadki, szczęśliwie nie przypominam sobie takiej i mam nadzieję, że tak zostanie.

Tak więc pełen profesjonalizm. 

Może też szczęście połączone z tym profesjonalizmem. Naprawdę nie przypominam sobie jakiejś takiej większej wpadki typu „Szyny były złe”.

(Foto: Pani i Pan Fotograf)

Z tego co wiem projektuje Pan biżuterię i ma swoją markę BeGents. Jak wygląda proces tworzenia tych produktów od Pana wizji artystycznej do gotowego wyrobu?

Przez lata współuczestniczyłem w wydawaniu kwartalnika modowego „Fashion Magazine”, produkowałem duże wydarzenia modowe, na które zapraszaliśmy ok. dwóch tysięcy ludzi i na których występowała Edyta Górniak, Matt Pokora czy Mrozu. Postanowiłem więc stworzyć swoją markę biżuteryjną, biorąc pod uwagę fakt, że polskie społeczeństwo się bogaci i chce inwestować. Męska czy unisexowa biżuteria ma swoją przyszłość w naszym kraju, aczkolwiek moja marka BeGents skupia się bardziej na handlu zagranicznym. Współpracujemy z platformami w Stanach Zjednoczonych, mamy też klientów w Europie. Nie jest to duży brand, robimy to w kilka osób. Oczywiście nie jestem z wykształcenia jubilerem i się na tym nie znam, ale czerpię inspirację z różnych stron świata, a potem omawiam je z grafikami i jubilerem. Na końcu przychodzi gotowy odlew srebrny lub złoty. Zdecydowaliśmy, że będziemy bazować wyłącznie na kamieniach szlachetnych i półszlachetnych. Finalny produkt sprzedajemy głównie internetowo, aczkolwiek współpracujemy też z marką Emanuel Berg w Klifie w Trójmieście, gdzie mamy naszą małą wystawkę.

Męska biżuteria to nadal dla wielu mężczyzn termin obcy, ale jednak coraz częściej faceci sięgają po różnego rodzaju akcesoria i zaczynają bawić się modą. Co mógłby Pan doradzić osobom, które dopiero szukają swojego stylu?

Poszukiwanie stylu na pewno jest bardzo istotne, często dochodzimy do niego latami. Sam mam za sobą różnorakie eksperymenty modowe, zakończone powrotem do korzeni, które wyniosłem z domu. Na pewno nie jest to łatwy proces, wiąże się też z uczeniem się na błędach. Warto posłuchać kogoś, kto jest nam bliski. W jednych rzeczach czujemy się lepiej, a w innych gorzej. Moda jest sztuką użytkową, ale też środkiem wyrażania siebie, stanowi połączenie artyzmu z użytkowością. Podstawą jest jednak klasyka: jasne beżowe spodnie i granatowa marynarka z białą koszulą albo granatowy garnitur i biała koszula z krawatem lub bez. Tutaj nie możemy się pomylić. Każdy mężczyzna powinien mieć jeden taki zestaw w swojej szafie. Potem możemy zacząć eksperymentować, zakładać różnego rodzaju kolory: jaśniejsze, czerwienie, brzoskwinie latem jak to robią Włosi, kombinować z kapeluszami, poszetkami i innymi dodatkami. Jeśli źle się w takim stroju czujemy, możemy oczywiście wybrać dresy. Namawiałbym jednak do tego, żeby nasze ulice były bardziej eleganckie, chociaż im mniej mężczyzn ubiera się elegancko, tym lepiej dla mnie, bo wtedy taki elegancki mężczyzna się na ulicy wyróżnia.

I można błyszczeć.

Można błyszczeć! I to też ma swoje plusy i minusy (śmiech).

A jeśli chodzi o BeGents, planuje Pan poszerzenie działalności np. o segment krawiecki?

Jest taka myśl, natomiast rozwijamy markę dość powoli i nie inwestujemy w nią jakichś wielkich środków, chociaż złoto i srebro na pewno pociągają za sobą inwestycje. Nie jest to jednak taka myśl korporacyjna na zasadzie: rozwijamy się, idziemy na cały świat, wrzucamy w to kilka milionów złotych i jesteśmy wielką korporacją. Pomału, małą łyżeczką, co na pewno jest bezpieczniejsze dla biznesu i niesie mniejsze ryzyko. Ponadto mam pracę, która mnie mocno angażuje i staram się poświęcać jak najwięcej czasu rodzinie. Jeżeli rzuciłbym wszystko i postanowił poświęcić się całkowicie marce BeGents, to pewnie wyglądałoby to inaczej, ale w tej chwili nie mam takiego zamiaru.

Czyli to dla Pana bardziej taka druga pasja?

Tak, to bardziej coś, co pozwala nam się z małżonką spełniać i kreatywnie wyżywać, aczkolwiek cieszy mnie, że mamy już zagorzałych fanów i klientów, którzy do nas wracają i cenią nasze produkty. Co z tego będzie? Trudno powiedzieć. Na razie nie planujemy poszerzać portfolio marki o garnitury, prędzej o dodatki i akcesoria. Polska nie jest też tak straszliwie bogatym krajem, dla wielu ludzi kupno garnituru za 2,5-3 tysiące złotych to jest tak naprawdę zakup raz na życie. Dlatego mężczyźni w Polsce kupują jeden garnitur, w którym idą do komunii, jak się zmieszczą to jeszcze na ślub i pewnie wystarczy też na kilka pogrzebów. Większy rynek zbytu mamy za granicą, w szczególności w Stanach Zjednoczonych, gdzie koszt bransoletki rzędu 500 złotych nie jest wielkim wydatkiem. Wszelkie badania pokazują jednak, że Polska się bogaci, ludzie coraz więcej zarabiają i na pewno jest na tym rynku potencjał, chociaż nie jest to nasz główny rynek.


Jest Pan również pasjonatem samochodów i motoryzacji. Co Pan czuje, jeżdżąc samochodem? Lubi Pan szybką jazdę?

Jestem wyznawcą efektywnej jazdy, czy szybko czy powoli to dla mnie kwestia drugorzędna, najważniejsze jest sprawnie i bezpiecznie dojechać do celu. Chyba większość mężczyzn lubi samochody, bo ta spora moc silnika wywołuje skok adrenaliny. Przede wszystkim staram się jednak traktować samochody użytkowo. Faktycznie czasami zdarza mi się pojeździć czymś lepszym, mocniejszym i fajniejszym, aczkolwiek sam adrenalinę czerpię głównie z koszykówki.

Na Pana stronie internetowej możemy znaleźć informację, że próbował się Pan dostać na AWF w Gdańsku, wspomniał Pan też o zamiłowaniu do koszykówki. Jaką rolę odgrywa w Pana życiu sport?

Sport towarzyszy mi od podstawówki. Rzeczywiście, próbowałem dostać się na gdański AWF, zabrakło mi chyba dwóch punktów, ale w międzyczasie dostałem potwierdzenie, że zostałem przyjęty na Uniwersytet Warszawski na Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Wybór był prosty, aczkolwiek potem przez chwilę żałowałem, bo jednak zawsze ciągnęło mnie do Trójmiasta. Pochodzę z Malborka, więc było ono dla mnie najbliższym wielkim miastem. Mam też szczególny sentyment do ludzi znad morza, wydają mi się milsi i bardziej uśmiechnięci. Studia na AWF-ie skończył za to mój młodszy brat.

Sport jest jedną z fajniejszych rzeczy, która mi się w życiu przytrafiła, chociaż nigdy nie uprawiałem go profesjonalnie. Staram się przynajmniej dwa razy w tygodniu brać udział w treningach koszykówki. Gramy też w Warszawskim Nurcie Basketu Amatorskiego i mamy w tym sezonie szansę na awans do wyższej ligi. To niesamowite jak sport pozwala się człowiekowi rozwijać, zachować systematyczność i hartować ducha. Mój syn trenuje dwa razy w tygodniu piłkę nożną w szkółce FCB Escola Varsovia. W weekendy ma mecze, więc cała nasza rodzina żyje sportem. Małżonka nie jest oczywiście tym zachwycona, bo wiele rzeczy jest podporządkowanych temu, żeby brać udział w treningach, ale cieszę się, że mój syn też poszedł w tym kierunku i że sport go cieszy, rozwija i bawi.

Przejdźmy do Pana gustu muzycznego. Jakiej muzyki najczęściej Pan słucha?

Bardzo różnej. Za młodu słuchałem rapu, hip-hopu i soulu, wychowałem się też na niektórych audycjach MTV. Z rockiem nigdy nie było mi po drodze. Do dzisiaj ten hip-hop siedzi mi w głowie, ale także house czy techno. Ostatnio lubię słuchać jazzu i klasyków amerykańskiego soulu, np. Johna Coltrane’a, Billa Evansa, Cheta Bakera i Otisa Reddinga. To jest muzyka, która mi gdzieś w duszy gra. Uwielbiam też Chopina, ale to pewnie banał, bo mam wrażenie, że większość Polaków go uwielbia.

Ten gust chyba kształtuje się z wiekiem, na przykład zamiłowanie do klasyki.

Rzeczywiście, ona jest taka spokojna, może nawet trochę nudna, z tego co widzę po moim synu. Jego ruszają raczej takie mocniejsze kawałki z mocnym basem i trochę żywszą muzyką. Ale jak puszczałem mu Otisa Reddinga, to kilka kawałków weszło mu w ucho i  potrafił przy nim nieco zawariować.

(Foto: Pani i Pan Fotograf)

Pracuje Pan w TVN-ie, ma swoją markę, miał też doświadczenie w pracy w „Fashion Magazine”. Jakie są Pana dalsze drogi rozwoju kariery? Może własny program, w którym wykorzysta Pan wiedzę o modzie?

Oczywiście trzeba mierzyć siły na zamiary i brać pod uwagę to, że moda męska w Polsce jest mało popularna. Nie wydaje mi się więc, żeby program tego rodzaju miał jakieś wielkie wzięcie. Telewizja jest jednak przedsięwzięciem biznesowym, więc programy powinny na siebie zarabiać i mieć wysoką oglądalność. Myśl, żeby mieć swój własny program towarzyszy pewnie każdemu dziennikarzowi, bo jest to coś, na czym jesteśmy w stanie wypłynąć. Nie wszystko jednak zależy ode mnie. Jest to wyzwanie, którego chciałbym się podjąć, natomiast żeby wprowadzić to w życie, musi się na siebie nałożyć wiele pozytywnych czynników.

Czyli na razie skupia się Pan na tym, co robił dotychczas?

To są rzeczy, które mnie angażują w stu procentach, poza tym zgodnie z filozofią naszej firmy Work Life Balance - musi być balans między pracą a życiem prywatnym, więc też nie możemy stawać się Japończykami, dla których praca jest życiowym celem. Oczywiście pozwala ona spełniać nasze życiowe cele, ale nie dajmy się zwariować.

W takim razie życzę Panu, żeby polskie społeczeństwo dojrzało do tego Pana wymarzonego programu. 

Być może dojrzeje, natomiast widać ewidentnie, że to raczej kobiety decydują o tym, co noszą mężczyźni. Nie jest to złe, bo kobiety mają chyba nieco więcej zmysłu estetycznego niż mężczyźni w tym kraju. Aczkolwiek podkreślam, że to też się zmienia. My też się uczymy i zaczynamy nieco bardziej o siebie dbać, ale umówmy się: w kraju, w którym jak wynika z badań niewielu mężczyzn kąpie się częściej niż raz na tydzień, nie będziemy rozmawiać o wielkiej modzie. Smutna to konstatacja, ale myślę, że powoli idziemy w dobrym kierunku (śmiech).


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Macieja Dolegi i jego działalności, zapraszam na oficjalną stronę internetową dziennikarza:

piątek, 17 listopada 2017

Interview with Radu Sirbu

Radu Sirbu is a Moldovan singer and music producer, who was a member of the band O-Zone from 1998 to 2005. After their disbandment Radu started his solo career, released two albums and founded his own record label Rassada Music. This year he and his friends from O-Zone decided to reunite and performed a special concert in Chișinău. In the interview, Radu is talking about his O-Zone memories, solo career, his record label and plans for the future.


You became famous for being a member of pop music trio O-Zone, whose song "Dragostea Din Tei" became popular all over the world in 2004. How did you react to this sudden success and your song being played almost everywhere?

It was not a sudden success as people may think, it was the result of years of really hard work and sleepless nights in the studio. We were young but we had big dreams on our minds and we wanted to spread our music all over the world. So, one day, this happened... It was a blessing. 

In May 2017 in Chișinău, after twelve years of solo careers, Dan Balan, Arsenium and you performed together again as O-Zone. Whose idea was it to do a comeback? Was it a one-time reunion or do you plan more gigs in the future?

Yes, there was a reunion in May. We had to be booked like three different artists for one performance (O-Zone) because each one of us has a career and a really busy schedule, but we made it. Of course it was a huge pleasure to perform next to guys for our fans and for the people who were expecting this performance for so many years. It was craziness on social media :)

As about the future... I think we will have more opportunities to make our fans happy, it just have to be the right place and the right time.

After O-Zone's disbandment, you released two albums: "Alone" as a soloist and "Heartbeat" with your wife Ana. What is your process of writing lyrics like and how can you describe your inspirations and influences?

"Alone" and "Heartbeat" meant the beginning of my solo career. It was a long time ago... Actually, I am a singer, composer and a music producer and I am not really good at lyrics so I prefer to stay in my comfort zone and to be good as a producer. Ana is always responsible for the lyrics and it's really easy for me to work with her for my songs.


Apart from being a gifted musician, you are also a great businessman and music producer - you have your own record label Rassada Music. Can you tell us something more about the musicians you currently work with? Do you feel fulfilled in your job?

Yes, next to Rassada Music team we are working with many talented artist and we are always looking for gifted people in the music industry. We did songs that climbed the charts of the biggest radios in Romania, Russia or Moldova, becoming no. 1  and we are happy to be a part of this success.

I have an honour to work with artists all over the world, to compose and produce for artists like DJ Layla, Nico, Loredana Groza, Dee-Dee, Ray Horton, Leonid Rudenko, Viktoria Daineko, Lorina, Natalia Barbu, Dima Trofim, Sianna, Red Lyard, Malina Tanase and many others. I like to be on stage but I also love to be in the studio.

On your Facebook profile we can find an information that your hobbies besides music are photography and cinematography. How do you usually spend your free time when you are not in the studio? 

Usually when I'm not busy with music, I like to spend time with my family and my three kids. For me, not many things have value in life, but family must always have priority. We have many activities that we do together, but I think my favorites are related to sports, such as climbing trees, cycling, trotting, roller skates or fishing that is my favorite hobby since childhood.

As I have mentioned, you run a successful record label and you are now promoting your new song "I Believe In Love" with Malina Tanase. Could you reveal to us your plans for the foreseeable future? Can we expect you new solo album?

Malina Tanase is a new entry as an artist at Rassada Music label and we are happy to have her in our team. We have a beautiful collaboration with her for this new track "I Believe In Love" and I hope in the future we will hear more from this talented young lady.

As about me, I am already working on my album and I hope it will be ready till this spring, I still have to finish a few tracks and I will be very excited to share it with my fans.


If you want to learn more about Radu Sirbu and his music, please visit his official website:
https://www.facebook.com/RaduSirbuOfficial/

Wywiad z Radu Sirbu

Radu Sirbu jest mołdawskim piosenkarzem i producentem muzycznym, który w latach 1998-2005 był członkiem zespołu O-Zone. Po rozwiązaniu kapeli zaczął karierę solową, wydał dwa albumy i założył swoją własną wytwórnię płytową Rassada Music. W tym roku Radu i jego koledzy z O-Zone znów połączyli siły i wystąpili na specjalnym koncercie w Kiszyniowie. W wywiadzie muzyk opowiada o swoich wspomnieniach z O-Zone, karierze solowej, swojej wytwórni płytowej i planach na przyszłość.


Zdobyłeś popularność jako jeden z członków popowego trio O-Zone, którego utwór „Dragostea Din Tei” w 2004 stał się znany na całym świecie. Jak zareagowałeś na ten nagły sukces i fakt, że wasza piosenka była grana dosłownie wszędzie?

To wcale nie był nagły sukces, jak wielu ludzi może myśleć, ale owoc kilku lat ciężkiej pracy i bezsennych nocy w studiu nagraniowym. Byliśmy co prawda bardzo młodzi, ale w głowie mieliśmy wielkie marzenia i chcieliśmy rozprzestrzenić naszą muzykę na cały świat. Pewnego dnia się to udało i było to dla nas prawdziwym błogosławieństwem.

W maju 2017 w Kiszyniowie, po dwunastu latach solowych karier, Dan Balan, Arsenium i Ty ponownie wystąpiliście razem jako O-Zone. Kto wpadł na pomysł tego wielkiego powrotu? Czy to była jednorazowa sytuacja, czy planujecie kolejne koncerty w przyszłości?

Rzeczywiście, mieliśmy w maju powrót. Na ten jeden występ jako O-Zone musieliśmy zostać zabookowani jako trzej oddzielni artyści, bo każdy z nas ma swoją karierę i napięty grafik, ale udało się. Oczywiście z przyjemnością wystąpiłem z chłopakami dla naszych fanów i dla wszystkich, którzy przez tyle lat czekali na ten koncert. W mediach społecznościowych zapanowało szaleństwo :)

Jeśli chodzi o przyszłość… Myślę, że będziemy mieli więcej okazji, aby uszczęśliwić naszych fanów, po prostu musimy trafić na właściwe miejsce i właściwy czas.

Po rozwiązaniu grupy O-Zone, wydałeś dwa albumy: Alone” jako solista i Heartbeat” z żoną Aną. Jak wygląda proces pisania przez Ciebie tekstów i jak mógłbyś opisać swoje główne inspiracje i wpływy?

„Alone” i „Heartbeat” oznaczały początek mojej solowej kariery. To było jednak już dosyć dawno… Właściwie jestem piosenkarzem, kompozytorem i producentem muzycznym, w pisaniu tekstów nie jestem zbyt dobry, więc wolę trzymać się mojej strefy komfortu i skupiać przede wszystkim na produkcji. Zwykle to Ana odpowiada za teksty, bardzo łatwo nam się współpracuje przy tworzeniu piosenek.


Oprócz bycia utalentowanym muzykiem, jesteś również świetnym biznesmenem i producentem muzycznym - masz swoją własną wytwórnię Rassada Music. Czy mógłbyś opowiedzieć coś więcej o muzykach, z którymi obecnie pracujesz? Czujesz się spełniony w swoim zawodzie?

Tak, razem z ekipą Rassada Music pracujemy z wieloma utalentowanymi artystami i cały czas szukamy kolejnych zdolnych ludzi na rynku muzycznym. Stworzyliśmy utwory, które wspinały się po listach przebojów największych stacji radiowych w Rumunii, Rosji i Mołdawii i z czasem trafiały na pierwsze miejsca, więc cieszymy się, że jesteśmy częścią tego sukcesu. Mam zaszczyt pracować z artystami z całego świata, komponuję i zajmuję się produkcją przebojów takich artystów jak DJ Layla, Nico, Loredana Groza, Dee-Dee, Ray Horton, Leonid Rudenko, Viktoria Daineko, Lorina, Natalia Barbu, Dima Trofim, Sianna, Red Lyard, Malina Tanase i wielu innych. Uwielbiam występować na scenie, ale kocham również siedzieć w studiu.

Na Twoim profilu na Facebooku możemy odnaleźć informację, że Twoje hobby poza muzyką to fotografia i kinematografia. Jak zazwyczaj spędzasz swój wolny czas, kiedy nie siedzisz w studiu nagraniowym?

Zazwyczaj kiedy nie zajmuję się muzyką, lubię spędzać czas z moją rodziną i trojgiem dzieci. Niewiele rzeczy ma dla mnie w życiu szczególną wartość, ale rodzina zawsze jest dla mnie priorytetem. Robimy wspólnie bardzo wiele rzeczy, ale do moich ulubionych należą te związane ze sportem, jak wspinanie się po drzewach, jazda rowerowa, przejażdżka konno, wrotki czy łowienie ryb. To są od dzieciństwa moje ulubione aktywności.

Jak już wspomniałem, masz odnoszącą sukcesy wytwórnię, a obecnie promujesz swój nowy utwór I Believe In Love” nagrany z Maliną Tanase. Czy mógłbyś zdradzić nam swoje plany na najbliższą przyszłość? Czy możemy spodziewać się Twojego nowego solowego albumu?

Malina Tanase jest nową artystką w wytwórni Rassada Music i bardzo się cieszymy, że jest częścią naszego teamu. Nagraliśmy wspólnie piękny duet na potrzeby jej nowego utworu „I Believe In Love” i mam nadzieję, że w przyszłości usłyszymy więcej piosenek tej utalentowanej młodej dziewczyny.

Jeśli chodzi o mnie, jestem w trakcie tworzenia mojego albumu i liczę na to, że będzie gotowy do wiosny, nadal muszę dopracować kilka utworów i nie mogę się doczekać, kiedy podzielę się nimi z moimi fanami.


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Radu Sirbu i jego muzyki, zajrzyjcie na jego oficjalną stronę: