wtorek, 1 sierpnia 2017

Wywiad z Mateuszem Borowskim

Mateusz Borowski jest pochodzącym z Bydgoszczy studentem Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach, który zdobył tytuł Mistera Deaf International 2017. Jego największą pasją jest sport, a w szczególności bieganie, w którym od lat odnosi duże sukcesy. Miał zamiar wziąć udział w tegorocznych Światowych Letnich Igrzyskach Olimpijskich Głuchych, ale uniemożliwiła mu to kontuzja. Nie zamierza się jednak poddawać i chce wziąć udział w kolejnych igrzyskach za cztery lata. W wywiadzie Mateusz opowiada o swoich wspomnieniach z konkursu, miłości do sportu, społecznym postrzeganiu osób niesłyszących i planach na przyszłość.


Właśnie wróciłeś z Paryża, gdzie zająłeś pierwsze miejsce na konkursie Mister Deaf International. Kto namówił Cię na udział w konkursie i co sprawiło, że postanowiłeś spróbować w nim swoich sił?

Dostałem propozycję, aby wziąć udział w konkursie od organizacji Miss Mister Poland. Nie miałem specjalnie zamiaru brać w nim udziału. Byłem załamany z powodu kontuzji, która uniemożliwiła mi udział w Olimpiadzie dla Głuchych w Turcji. Potem jednak pomyślałem sobie: „A co tam, pojadę”. Kusiło mnie to, że będę mógł zwiedzić Paryż.

Na zamieszczonych na Facebooku zdjęciach można zauważyć, że mimo rywalizacji nawiązałeś dobre relacje z pozostałymi misterami. Łatwo udało Ci się odnaleźć w ich towarzystwie? Z którym z kandydatów najszybciej znalazłeś nić porozumienia? 

To prawda, mam coś takiego jak moja mama, czyli „łatwość nawiązywania kontaktów z innymi”. Czasem to w życiu pomaga, a czasem przeszkadza. W tym wypadku pomogło. Lubię ludzi i lubię z nimi rozmawiać. Na wyjazdach sportowych podczas Mistrzostw Świata i Europy miałem możliwość nauczenia się międzynarodowego języka migowego, co znacznie uprościło sprawę. Poznawanie nowych ludzi w Paryżu, ich historii życiowych i opowieści o sytuacji, jaka panuje w ich kraju, było bardzo fajną przygodą. Poznałem tam nowych fajnych kolegów z różnych części świata, z którymi cały czas mam kontakt. Dzięki tym znajomościom poznaję kultury krajów, w których żyją. Natomiast ja opowiadam im o Polsce. Najszybciej nawiązałem nić porozumienia z chłopakami z Włoch, Belgii, Portugalii, Indii i Rumunii, jednak muszę przyznać, że wszyscy byli w porządku.

W programie Mister Deaf International przewidziane były takie konkurencje jak pokaz talentów czy rodzimej kultury. Którą część konkursu uważasz za najciekawszą, którą będziesz wspominać z największym sentymentem? 

Bardzo się bałem pokazu talentów. Nie bardzo wiedziałem co pokazać. Zdecydowałem się na występ pantomimy o tematyce sportowej, konkretnie o olimpiadzie. Miałem niewiele czasu na przygotowania. Razem z moim tatą stworzyliśmy scenariusz i zaczęliśmy ćwiczyć. Mój tata kiedyś występował w Pantominie Olsztyńskiej i to on podsunął mi ten pomysł. Na pokazie kultury rodzimej wystąpiłem w stroju góralskim, jednak najpiękniejsze i najfajniejsze stroje przedstawili moim zdaniem reprezentanci Boliwii, Nepalu i Belgii. Te stroje były cudne, kolorowe i z uwagi na oryginalność zapadły mi w pamięć.

Konkurs Mister Deaf International był Twoim debiutem w roli modela, na codzień zajmujesz się bowiem lekkoatletyką, a przede wszystkim bieganiem. Czy mógłbyś opowiedzieć coś więcej na temat swoich sportowych sukcesów?

Biegam od 16. roku życia. To, że biegam, zawdzięczam mojemu wspaniałemu wychowawcy z internatu Tomaszowi Wardziakowi. To on, kiedy rozpocząłem naukę w Technikum Gastronomicznym przy Instytucie Głuchoniemych w Warszawie pokierował mnie w stronę sportu i sprawił, że bieganie stało się moja pasją. Brałem udział w różnych zawodach sportowych, jestem wielokrotnym medalistą Mistrzostw Europy – zdobyłem tam cztery srebrne medale i dwa brązowe w sztafecie, jeden brązowy indywidualnie na 400 m, ponadto trzykrotnie pobiłem z kolegami rekord Polski w sztafecie 4x400m i na Mistrzostwach Świata zdobyliśmy piąte miejsce.

Mam nadzieję, że kiedyś będę się mógł pochwalić lepszymi wynikami i moim wymarzonym medalem olimpijskim. No, ale to czas pokaże. Czeka mnie bardzo dużo pracy.


Mister Deaf International powinien cechować się nie tylko urodą i elegancją, ale zarazem godnie reprezentować całą społeczność osób niesłyszących. Jakie wartości uważasz w swoim życiu za najważniejsze i kto stanowi Twoją największą inspirację?

Wychowałem się w wielopokoleniowej rodzinie. Zarówno moi dziadkowie, tata jak i siostra bliźniaczka to osoby niesłyszące. W domu tylko moja mama słyszy. Od dziecka razem z siostrą mieliśmy wpajany szacunek dla starszych. W naszym wychowaniu pomagali dziadkowie. Moja mama śmieje się, że za to, że z nami wytrzymali „pójdą żywcem do nieba”. W naszym domu powtarzane było zawsze takie motto: „Żyj tak, żeby nikt przez Ciebie nie płakał”. To jak traktować ludzi i jak z nimi żyć wyniosłem z domu, gdzie stawiano wysoką poprzeczkę jeśli chodzi o wymagania, ale i okazywano dużo miłości. Do dziś, kiedy wszyscy się spotykamy, siedzimy i rozmawiamy do późnej nocy. Tematy są różne, nigdy nie było żadnego tematu tabu, rozmawiamy o wszystkim i zawsze każdy ma coś do powiedzenia. Bardzo lubię te nasze pogaduchy, podczas których często się spieramy i każdy udowadnia swoje racje.

Od urodzenia jesteś osobą niesłyszącą, ale pokazujesz innym ludziom, że nie stanowi to dla Ciebie żadnej bariery. Nadal jednak wiele osób nie zna języka migowego, co z pewnością utrudnia wzajemną komunikację. Czy dostrzegasz zmiany w społecznym postrzeganiu osób głuchych na przestrzeni ostatnich lat?

Z tym bywa różnie. Doskonale pamiętam, jak dzieci sąsiadów rzucały we mnie kamieniami i śmiały się ze mnie, gdy byłem małym chłopcem. Oczywiście były to jednostkowe przypadki. Dziś również spotykam się z różnymi ludźmi. Dla jednych jestem „kaleką”, dla drugich normalnym człowiekiem. Myślę, że zależy to po pierwsze od wychowania, a po drugie od poziomu wiedzy na temat głuchoty. Moja mama zawsze mawia, że „głuchota to nie głupota” i że ta niepełnosprawność nie upoważnia mnie do tego,  abym czegoś się nie mógł nauczyć, czy mógł czegoś nie wiedzieć. Zawsze powtarzała: „nie wiesz? - to pytaj, bo masz prawo wiedzieć”. Biedni byli nasi nauczyciele, stale z siostrą o coś w szkole pytaliśmy. To, że nie słyszę, nigdy w domu ani w szkole nie dawało mi taryfy ulgowej. Nawet musiałem się starać bardziej. Rodzice wymagali ode mnie i mojej siostry dużo więcej niż inni rodzice od swoich dzieci.

Język migowy dla osób słyszących zawsze będzie zagadką. Nawet jeśli nauczą się tego języka na kursach, a nie będą używać na co dzień, bardzo szybko zapomną. Tak to jest: „język nieużywany zanika”. Dlatego też bardzo ważna jest rola tłumaczy języka migowego. Jest ich niestety zbyt mało. Życie ułatwiają również nam głuchym wszelkiego rodzaju aplikacje, które zapewniają tłumacza online. Jednak ja wolę osobisty kontakt z tłumaczem. Zatem oceniając sytuacje z perspektywy lat trzeba stwierdzić, że jest lepiej, ale jest jeszcze wiele do zrobienia. Na przykład w szkołach wyższych nie zawsze są tłumacze języka migowego, co nie pozwala osobom niesłyszącym studiować na wybranej uczelni. W telewizji nie wszystkie programy są tłumaczone na język migowy lub puszczane z teletekstem, co uważam za niesprawiedliwe. W szpitalach i przychodniach nie ma tłumaczy, co znacznie utrudnia komunikację na poziomie lekarz–pacjent. To są sprawy, które trzeba naprawić i myślę, że wtedy będzie jeszcze lepiej.

Przed konkursem Mister Deaf International planowałeś wziąć udział w Światowych Letnich Igrzyskach Olimpijskich Głuchych w Turcji, ale uniemożliwiła Ci to kontuzja. Masz zamiar spróbować swoich sił za cztery lata?

Oczywiście. Sport, bieganie to moja pasja. Podporządkowałem całe swoje życie tej dyscyplinie. Będę biegać jak długo pozwoli mi na to zdrowie i kondycja. Kolejne igrzyska olimpijskie to mój cel. Zrobię wszystko, aby w nich uczestniczyć i oczywiście zdobyć upragniony medal. Jednak to za cztery lata. Przez ten czas będzie jeszcze wiele imprez sportowych, na których chcę biegać, zdobywać doświadczenie i medale. Kocham tę rywalizację i adrenalinę. One sprawiają, że czuję, że żyję.

Tytuł Mister Deaf International z pewnością otworzył Ci wiele nowych dróg rozwoju, niedługo wylatujesz na kontrakt do Stanów Zjednoczonych. Jak mógłbyś podsumować swoje plany na najbliższy czas, w którym kierunku chciałbyś pokierować swoją karierę?

Cóż, jeśli rzeczywiście zgodnie z obietnicami organizatorów konkursu będę mógł polecieć do Stanów, to oczywiście pojadę. Może okaże się, że mi się to spodoba. Nie wiem, musze spróbować. Dziś za wcześnie, by o tym mówić jako o planach życiowych. Moje plany na najbliższy czas to skończyć studia i dostać się na upragniony AWF. Chciałbym zostać nauczycielem WF-u. Mógłbym wtedy zaszczepić w młodych ludziach miłość do sportu. Uważam, że sport zmusza do dyscypliny i zdrowego trybu życia, a idące za nim wyzwania i zobowiązania ukształtowały również mój charakter i osobowość. Słodkie chwile zwycięstwa i gorzkie porażki uczą pokory i twardego stąpania po ziemi. Jestem jeszcze na początku mojej drogi. Mogę się starać i robić wszystko, by osiągnąć wymarzony cel, ale tak naprawdę to życie pokaże, jak to będzie. Na pewne rzeczy nie mamy przecież wpływu.


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Mateusza Borowskiego, zapraszam na jego profile na Facebooku i Instagramie:

czwartek, 27 lipca 2017

Wywiad z Iwoną Cichosz

Iwona Cichosz jest zwyciężczynią konkursów piękności Miss Deaf Poland 2008 i Miss Deaf International 2016. Przez wiele lat występowała jako artystka w Teatrze Pinezka, a jej zdolności taneczne mieliśmy okazję poznać w programie „Taniec z Gwiazdami”, w którym zajęła 2. miejsce w parze ze Stefano Terrazzino. Iwona od wielu lat skutecznie udowadnia, że dla osób głuchych nie ma żadnych ograniczeń. W wywiadzie opowiada o swojej przygodzie z konkursami miss, udziale w „Tańcu z Gwiazdami”, kulturze i sztuce osób głuchych oraz marzeniach, do których spełnienia konsekwentnie dąży.


Zdobyłaś tytuł Miss Deaf Poland 2008, a osiem lat później koronę Miss Deaf International - światowego konkursu piękności. Jak zaczęła się Twoja przygoda z konkursami piękności dla osób niesłyszących i jak wspominasz swój udział w tych przedsięwzięciach? 

Zaczęłam tę przygodę, bo chciałam spróbować czegoś nowego i sprawdzić siebie na tym polu. Spodobało mi się i powtórzyłam to parę lat później. Zawsze miło wspominam mój udział w tych konkursach, bo nie ma tam rywalizacji jak w konkursach piękności u słyszących. Nasz świat jest mały i przez to skupiamy się bardziej na relacjach między nami niż na rywalizacji. Do tej pory mam kontakt z dziewczynami.

Wkrótce po zdobyciu tytułu Miss Deaf International otrzymałaś propozycję udziału w „Tańcu z Gwiazdami”, gdzie w parze ze Stefano Terrazzino zajęliście drugie miejsce - szło wam naprawdę znakomicie. Łatwo udało Ci się odnaleźć ze Stefano wspólny język w tańcu? Który moment programu był dla Ciebie przełomowy?

Już na pierwszym treningu złapałam z nim wspólny język. Jeśli spotykasz osobę, która myśli podobnie jak Ty lub macie podobną wrażliwość, to wszystko samo idzie. Myślę, że przełomowym momentem był dla mnie trzeci odcinek, gdzie tańczyliśmy tango argentino do muzyki z serialu „Z Archiwum X”. Choreografia była skomplikowana i bazowała na zaufaniu mojego partnera, plus musiałam tam pokazać siebie jako zmysłową, seksowną kobietę. Musiałam przekroczyć pewne bariery i od tego momentu nie miałam już żadnych oporów.

„Taniec z Gwiazdami” przyniósł Ci dużą popularność - widzowie chętnie głosowali na Ciebie i Stefano, a Twój profil na Facebooku śledzi ponad osiem tysięcy osób. Czujesz się osobą rozpoznawalną - zdarza się, że ludzie zaczepiają Cię na ulicy?

Aż tak rozpoznawalną to nie. Ale czasem zaczepiają mnie na ulicy i najczęściej jest to dla mnie bardzo miłe doświadczenie. Czasem też patrzą na mnie, uśmiechają się i chcą podejść, ale nie wiedzą jak ze mną pogadać, wtedy ja robię pierwszy krok. Zależy mi na tym, żeby przełamali ten strach przed rozmową z głuchą osobą.

Niewątpliwie dużym ułatwieniem w programie była dla Ciebie wieloletnia praca artystyczna w Teatrze Pinezka, wystawiającym pantomimę z elementami cyrkowymi. Kiedy odkryłaś w sobie „artystyczną duszę” i co sprawiło, że postanowiłaś dołączyć do tego artystycznego projektu? 

Artystyczną duszę miałam od zawsze. Już jako mała dziewczynka rysowałam, malowałam różne obrazki, przebierałam się i tańczyłam przed lustrem, pożyczając za duże szpilki od mamy, odgrywałam role, wymyślałam różne historie dla moich lalek Barbie i z lalkami robiłam różne scenki. Będąc w szkole, występowałam w Teatrzyku Samogłoska, więc kiedy miałam szansę rozwijać się i grać w innym teatrze, to bez namysłu się zgodziłam. Ale teraz jestem głodna nowych wyzwań aktorskich, np. grania w normalnym teatrze dramatycznym lub w filmie, czy nawet w serialach. Chciałabym sprawdzić, czy dałabym radę jako poważna aktorka.


Pracujesz w dziale komunikacji organizacji Migam, zajmującej się propagowaniem języka migowego. Nadal wiele osób słyszących z niechęcią podchodzi do nauki migania i uważa ten język za trudny. Ile mniej więcej czasu potrzeba, żeby opanować polski język migowy w stopniu komunikatywnym? Jak mogłabyś zachęcić ludzi do migania i poznania świata osób niesłyszących?

A ile czasu zajmuje nauka języka francuskiego? To wszystko zależy od osoby, od jej chęci, motywacji. Zdarza się, że nauczy się PJM w parę miesięcy lub i dłużej. Nie jest on trudny, tylko ludziom tak się wydaje jak patrzą kiedy głusi między sobą rozmawiają. Dla nich jest to coś zupełnie nowego i od razu nasuwa się myśl, że to trudny język. Nauka języka migowego jest bardzo ciekawa, nowa, poszerza horyzonty, przełamuje różne bariery, m.in. wyrażania swojej ekspresji za pomocą mimiki. Dużo słyszących ma blokadę w tej sferze, bo są nauczeni, że nie wypada robić dziwnych min. A mimika jest bardzo ważna w PJM, jest podstawową zasadą gramatyki. Ciekawostką jest to, że kiedy migamy, to pracują dwie półkule mózgu, a nie jedna jak w przypadku mówienia. Nauka naszego języka zapewne umożliwi słyszącym poznawanie siebie, zmienia sposób postrzegania świata itd. Nie da się tego wytłumaczyć, trzeba po prostu zanurzyć się w naszym świecie i tyle.

W wywiadach podkreślasz, że osoby głuche mają swoją bardzo rozbudowaną kulturę: miganą poezję i utwory muzyczne, a nawet festiwale takie jak Festival Clin d'Oeil w Reims. Masz swoje ulubione dzieła, utwory stanowiące dla Ciebie źródło inspiracji - mogłabyś coś więcej o nich opowiedzieć?

Właśnie wróciłam z festiwalu. Miałam okazję obejrzeć kilka ciekawych spektakli, w których grali głusi aktorzy. I śmieszne spektakle i poważne. Te spektakle mogłaby obejrzeć nawet osoba słysząca, bo całość była tłumaczona symultanicznie przez słyszących aktorów. To niesamowite, jak głusi starają się szukać rozwiązania, żeby słyszący nie byli wykluczeni i żeby też mieli możliwość rozumienia sztuki. Smutno mi, że to nie działa w drugą stronę. Mam swoje ulubione poezje migane, ulubione spektakle i oczywiście po festiwalu wróciłam pełna inspiracji i pomysłów.

Jesienią 2017 ukaże się film dokumentalny „Znaki”, w którym zostanie pokazane Twoje codzienne życie, ale wiem, że chciałabyś też grać jako profesjonalna aktorka w filmach i serialach. Czy po „Tańcu z Gwiazdami” pojawiły się jakieś filmowe propozycje - jest szansa, że w niedalekiej przyszłości zobaczymy Cię na wielkim ekranie?

Żadnych propozycji nie było, bo wydaje mi się, że producenci nie są gotowi na współpracę z głuchą aktorką albo nie posiadają wiedzy o nas, ale ja dalej będę próbować. Chciałabym im pokazać, że praca z głuchą osobą wcale nie musi oznaczać utrudnienia w komunikacji i rzadko różni się od pracy ze słyszącą osobą.

Niedawno obroniłaś pracę magisterską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu na kierunku pedagogika pracy i doradztwo zawodowe, zakończyłaś też swoje panowanie jako Miss Deaf International, oddając koronę równie pięknej Belgijce. Jakie są Twoje plany na najbliższe miesiące - pozwolisz sobie na wakacyjny odpoczynek, czy od razu zabierasz się do pracy nad kolejnymi projektami?

Zrobiłam bardzo dużo w przeciągu roku, więc w pełni zasłużyłam na długie wakacje. Już niedługo lecę daleko w świat. A gdzie? Zobaczycie u mnie na Facebooku lub Instagramie. Na razie nie chcę zdradzać co planuję w przyszłości :)

Dziękuję za wywiad.

I ja również dziękuję!

(Foto: Renata Świderska)

Jeżeli chcecie lepiej poznać Iwonę Cichosz i dowiedzieć się więcej na temat jej działalności, zachęcam do odwiedzenia jej oficjalnych profili na Facebooku i Instagramie:

poniedziałek, 24 lipca 2017

Rozmowa z Żorą Korolyovem

Żora Korolyov jest ukraińskim tancerzem, choreografem, założycielem Akademii Arte oraz menedżerem piłkarskim. Jest człowiekiem orkiestrą mieszkającym w Polsce od 16. roku życia. Posiada najwyższą międzynarodową klasę „S” w tańcach latynoamerykańskich i standardowych. Rozpoznawalność przyniósł mu udział w programie „Taniec z Gwiazdami”, w którym był partnerem tanecznym takich gwiazd jak Katarzyna Cerekwicka, Isis Gee, Agnieszka Cegielska, Karolina Gorczyca, a ostatnio Dominika Gwit. Żora występował też w kilku polskich filmach i serialach, między innymi w „Niani” i „Egzaminie z życia”. W wywiadzie opowiada o swoich tanecznych początkach, udziale w „Tańcu z Gwiazdami”, przygodzie z aktorstwem i planach na przyszłość.


Swoją przygodę z tańcem zacząłeś w wieku ośmiu lat. Pamiętasz swój pierwszy wielki taneczny sukces?

Oczywiście, że pamiętam. Mój pierwszy turniej był w szkole w Odessie na Ukrainie, prawie naprzeciwko mojego domu. Zajęliśmy z partnerką bodajże czwarte miejsce. Na kolejnym turnieju, już nie szkolnym a międzynarodowym, z tą samą partnerką odpadliśmy po pierwszej rundzie. Powiedziała mi, że jeśli chodzi o poziom taneczny jestem dla niej za słaby. Wtedy po raz pierwszy pokazały się u mnie charakter i ambicja. Powiedziałem jej prosto w oczy: „Już nigdy więcej z tobą nie przegram”. I tak się później stało - nigdy więcej już z Katią nie przegrałem.

Jako piętnastolatek wyjechałeś do Niemiec, aby tam szukać dalszych dróg tanecznego rozwoju. Co skłoniło Cię do wyboru tego kraju i jak udało Ci się w nim odnaleźć? Z tego co wiem nie znałeś nawet dobrze języka…

To była bardzo odważna decyzja ze strony mojej i moich rodziców. Taniec jest dyscypliną niewymierną, bardzo często skorumpowaną. Czasami znajomi, sponsorzy czy mecenasi niektórych tancerzy pomagają w organizacji turnieju, przez co nie zawsze najlepsi dostają najwyższe wyniki i zajmują pierwsze miejsca. Ja też zetknąłem się z taką sytuacją. Moi rodzice nigdy tego nie robili, za to inwestowali w moją edukację. Szkoliłem się u najlepszych trenerów na świecie i byłem ewidentnie najlepszy na Mistrzostwach Ukrainy, a zająłem trzecie miejsce. Mój ojciec nie wytrzymał i poszedł porozmawiać z prezesem Ukraińskiej Federacji Tanecznej. W pewnym momencie prezes podniósł rękę na mojego ojca, ojciec odpowiedział, a sprawa skończyła się w sądzie. Jako nieletni zawodnik zostałem zawieszony za czyny mojego ojca, co nie było zgodne z prawem.

Można było się dogadać i to odwiesić, ale rodzice zaproponowali mi wyjazd za granicę (byłem już wówczas trzykrotnym Mistrzem Ukrainy Juniorów). Na DancesportInfo.net, takim tanecznym Facebooku, ojciec znalazł mi partnerkę z Niemiec Inę Nicole Angermüller, do której pojechałem na próbę i z którą tańczyłem przez kolejnych siedem miesięcy. Wygraliśmy nawet Mistrzostwa Austrii w Wiedniu w dziesięciu tańcach i byliśmy wicemistrzami Niemiec w standardzie. To był fajny czas, ale zarazem bardzo ciężki: w wieku 16 lat widziałem się z rodzicami dwa razy na siedem miesięcy, chodziłem do niemieckiej szkoły, a w szkole na Ukrainie miałem tylko podstawy niemieckiego, więc ciężko było mi się zaadaptować. Musiałem codziennie rano wstawać do szkoły, po szkole odrobić lekcje, pójść na jeden trening, po obiedzie na drugi, a w weekend jeździć na zawody. Nie mając przy sobie bliskich, w pewnym momencie przeszedłem załamanie psychiczne i powiedziałem, że chcę rzucić taniec, wrócić do domu do Odessy i być normalnym człowiekiem.

W końcu ojciec zaproponował mi, abym w drodze do ojczyzny zatrzymał się w Warszawie, gdzie miała na mnie czekać znakomita partnerka. Pomyślałem, że jeszcze spróbuję. Jadąc autokarem z Frankfurtu do Odessy, zatrzymałem się w Warszawie. Tu poznałem Martę Sztobryn, z którą przetańczyłem prawie trzy lata. Zostaliśmy Mistrzami Polski i dwukrotnie reprezentowaliśmy Polskę na mistrzostwach świata. To dzięki niej jestem dziś w Polsce.

Mieszkasz w naszym kraju od marca 2003, czyli już ponad czternaście lat. Uważasz, że to już Twoje miejsce na całe życie, czy planujesz kiedyś powrót na Ukrainę?

Ja się już czuję Polakiem, bo spędziłem tutaj prawie pół życia. Nie przywiązuję się jednak konkretnie do państwa. Mieszkać można wszędzie, gdzie ma się pracę, rodzinę i czuje się komfortowo, ale generalnie wiążę resztę życia z Warszawą. Tu pracuję i za chwilę otwieram nowy biznes. Będzie to akademia artystyczna dla dzieci, w której będą się uczyć tańca, śpiewu i gry aktorskiej, jak również podstaw akrobatyki. Na zakończenie roku akademickiego będzie wystawiany musical na deskach teatru. Sam miałem okazję tańczyć, śpiewać i grać, a nawet wystąpić w musicalu „Tango Piazzolla” na deskach teatru Rampa, więc „liznąłem” bardzo dużo w tej dziedzinie. Warto dać możliwość i szansę młodemu pokoleniu (dzieciom od 6. roku życia) też tego posmakować. Może ktoś z nich zostanie w przyszłości wielką gwiazdą? Mocno w to wierzę.


Po kilku latach pobytu w Polsce, dołączyłeś na trzy edycje do programu „Taniec z Gwiazdami”, po czym odszedłeś i po ośmiu latach znów wróciłeś. Czym była powodowana tak długa przerwa i co zdecydowało o Twoim powrocie do show?

Po tym jak zatańczyłem w trzech edycjach „Tańca z Gwiazdami” przyjąłem ofertę od stacji Polsat, żeby zaśpiewać w projekcie „Jak oni śpiewają”. Całe życie tańczyłem, a zawsze lubiłem śpiewać, chociaż nigdy nie uczyłem się tego zawodowo. Byłem wtedy młodym człowiekiem, bawiłem się showbiznesem. Postanowiłem więc spróbować swoich sił. A co do przerwy... Przez te osiem lat zajmowałem się innymi rzeczami. Do dzisiaj jestem menedżerem piłkarskim. Zawsze chciałem zostać piłkarzem, ale mój tata, który był profesjonalnym zawodnikiem w młodości, powiedział, że jestem za miękki i nie widział we mnie potencjału. W międzyczasie też urodziła mi się córka, która ma już dziś sześć i pół roku.

W pewnym momencie zatęskniłem jednak za tańcem, porozmawiałem z produkcją Rochstar, otrzymałem ofertę i z ogromną przyjemnością wróciłem w parze z Karoliną Gorczycą. Niestety nie udało nam się dojść daleko. W kolejnej edycji, z Dominiką Gwit, petardą pozytywnej energii, było już dużo lepiej i doszliśmy do ćwierćfinału. Chociaż na początku nie dawano nam dużych szans, Dominika pokazała, że każdy może. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy, uważam ją za wartościową dziewczynę, tak jak i pozostałe moje partnerki.

Niektóre układy i akrobacje w „Tańcu z Gwiazdami” wymagały od Ciebie naprawdę dużo wysiłku. Czy tylko taniec daje Ci siłę fizyczną, czy również inne formy treningu?

Staram się dwa-trzy razy w tygodniu ćwiczyć na siłowni, przede wszystkim dla zdrowia, aby wzmocnić mięśnie kręgosłupa i czworogłowe. Nie robię dużych ciężarów, ponieważ nie jest mi to do niczego potrzebne. Przez to, że tańczę zawodowo już dwadzieścia lat, ciało się zużywa, więc staram się być aktywny na co dzień.

Już po pierwszej edycji „Tańca z Gwiazdami” otrzymałeś różne oferty aktorskie i filmowe, grałeś między innymi w serialu „Niania”. Jak wspominasz przygodę z aktorstwem i czy chciałbyś do niej wrócić?

W „Niani” zagrałem gościnnie ze znakomitymi aktorami, między innymi z Tomaszem Kotem i Agnieszką Dygant. Wspominam to doświadczenie bardzo dobrze. Do „Egzaminu z życia”, pierwszej produkcji z moim udziałem, zaangażowała mnie ówczesna producent firmy FremantleMedia, Jolanta Tobota. Zobaczyła mnie w „Tańcu z Gwiazdami” i postanowiła zaprosić do swojego projektu, w którym wymyśliła rolę tancerza i choreografa Anatolija. To był twardy orzech do zgryzienia, bo jako naturszczyk nie miałem wcześniej żadnego warsztatu aktorskiego. Na planie tego serialu poznałem moją bardzo dobrą koleżankę Patrycję Kazadi. Pojawiłem się też w serialu Polsatu „Tylko miłość” z Edytą Herbuś, z którą też graliśmy parę - byłem choreografem, a ona moją uczennicą. Zatańczyłem również epizod w filmie „Kochaj i tańcz”, polskim odpowiedniku „Step Up”, więc trochę tego było. Jeśli chodzi o warsztat, to po tym jak skończyłem z serialami, zrobiłem kurs aktorski u pani reżyser Teresy Kotlarczyk, więc dzisiaj mogę się już nazwać takim pół-aktorem.

Pojawiają się jakieś nowe propozycje ról?

Od czasu do czasu pojawiają się oferty zagrania w reklamie lub serialu, ale na razie nie było takiej, na którą bym się zdecydował. Natomiast nie zamykam sobie drogi i jestem otwarty na propozycje.


Jako tancerz cały czas masz styczność z muzyką, brałeś też udział w „Jak oni śpiewają”. Jakiej muzyki najbardziej lubisz słuchać na co dzień?

Bardzo różnej. Mam otwarty umysł: lubię pop, bo robię do tej muzyki układy choreograficzne, jazz, różnego rodzaju muzykę latynoamerykańską (salsa, cha-cha, bachata), R’n’B czy soul. Gatunek nie gra dla mnie roli, jeżeli muzyka jest dobra, a zazwyczaj niesie ona jakiś fajny przekaz.

Zamierzasz kontynuować przygodę ze śpiewaniem, rozpoczętą w programie Polsatu?

Nie. Mogę zaśpiewać dla własnej przyjemności (nie wiem czy dla przyjemności innych) w karaoke, ale nie lubię robić pewnych rzeczy na pół gwizdka. Lepiej robić dwie rzeczy dobrze niż robić wszystkiego po trochu, ale słabo.

Jeśli chodzi o to co wychodzi Ci najlepiej czyli taniec, tych stylów tańca jest bardzo wiele. W których czujesz się najmocniejszy?

Mam najwyższą klasę międzynarodową „S” w tańcach latynoamerykańskich i standardowych, ale standardowe skończyłem tańczyć wcześniej i kontynuowałem już tylko latynoamerykańskie. W tym gatunku jestem na pewno specjalistą. Przez kilka lat trenowałem również balet i jazz oraz byłem na warsztatach hip-hopu. Dobry tancerz powinien być wszechstronny i obserwując choreografie różnego gatunku, powinien umieć go odtworzyć.

Mówi się, że taniec uczy panowania nad ciałem i cierpliwości. A czego taniec nauczył Ciebie?

Tańcu poświęciłem ponad połowę mojego życia, ukształtował mój charakter i pomógł mi poznać wielu ciekawych ludzi. Na pewno nauczył mnie pokory, ciężkiej pracy i samodyscypliny.

Nie wszyscy wiedzą, że poza byciem utalentowanym tancerzem jesteś również menedżerem piłkarskim. Czy mógłbyś opowiedzieć coś więcej o tym aspekcie swojego życia?

Jest to typowa praca menedżera piłkarskiego - jeżeli klub potrzebuje zawodnika na konkretną pozycję, a ty masz mu kogoś do zaoferowania, to możesz złożyć ofertę albo mając zawodnika, poszukujesz dla niego lepszego kontraktu. Teraz mam mniej czasu na menedżerowanie, ale mogę się pochwalić, że w tym oknie transferowym udało nam się podpisać z partnerami z Ukrainy zawodowca w Cracovii na pozycji środkowego obrońcy Ołeksija Dytiatjewa, który jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, grającym w topowych ukraińskich klubach. Życzę mu wszystkiego dobrego.

Wspomniałeś już o projekcie akademii artystycznej. Czy mógłbyś na zakończenie zdradzić swoje plany na najbliższą przyszłość?

Akademia Artystyczna Arte to takie moje „dziecko”. We wrześniu zaczyna się nowy rok akademicki, właśnie skończyliśmy tworzyć stronę internetową i za chwilę startujemy z kampanią reklamową. Mamy założone portale w mediach społecznościowych, wkrótce opublikujemy informacje o rekrutacji i zapisach. Akademia będzie się znajdowała w dwóch lokalizacjach: jedna na Okęciu przy ulicy Na Skraju 32 w Szkole Argonaut (znakomite miejsce z trzema salami), a druga na Mokotowie w Domu Kultury KADR przy ulicy Rzymowskiego 32. Jak już wspominałem, na koniec roku będziemy wystawiać musical, a na zakończenie półrocza krótkie sceny aktorskie, choreografie i występy muzyczne jako pokaz zdobytych umiejętności.


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Żory Korolyova, zajrzyjcie na jego profil na Facebooku i stronę internetową:

środa, 19 lipca 2017

Interview with Chris Brochu

Chris Brochu is an American actor known for his roles in the movies "Lemonade Mouth" and "Soul Surfer" as well as the TV series "The Vampire Diaries". Six years ago he started his career as a singer - in 2015 he released an extended play "Life" and is now working on new singles, which will be released soon. In the interview, Chris is talking about the beginning of his career, musical inspirations and future plans.


Your acting career started in 2007, but your first really significant roles came four years later when you played in "Lemonade Mouth" and "Soul Surfer". When and how did you find out that you want to become an actor? 

I guess you can say I've always been an entertainer. I can't say that I always "wanted" to be an actor, but being an entertainer comes naturally. It allows me to express myself and my feelings in ways I wouldn't have been able to without these outlets. That being said, acting happened by coincidence. My brother, Doug, and sister Kate were both in an improv class and dropping them off and picking them up was a part of my weekly routine on my way to hockey practice. One day practice was cancelled and I got invited to join in on a class. I ended up having a great time and have been following this path for 11 years now.

In "Lemonade Mouth" you played a role of Ray Beech from Lemonade Mouth's rival band Mudslide Crush, who was a sort of a bad guy. Did you enjoy playing a role of a villain? 

I do enjoy playing the "villain". I feel I have an easier time playing a character that is a bit removed from my personal temperance. It allows me to explore and have a bit more fun/freedom in the moment. It also allows me to try and understand the "villian" and why they do what they do. I try and justify their actions in a way that makes them human not just a person making terrible decisions for no apparent reason.

When you "grew up" from being a Disney actor, you became Lucas Parker from "The Vampire Diaries", one of the most popular American TV series. Had you already been a fan of "The Vampire Diaries" before you became a part of this project? What is your favorite memory from set?

I had watched a few episodes of "The Vampire Diaries" but once I started auditioning for the show I decided to watch it regularly. I could see myself on the show and sure enough within the year I was. I would have to say my favorite part of my experience there was making good friends and gaining a lot of loving/supportive fans. They show so much love and are always encouraging me so I try my best to give it back when I meet any in person. My favorite memory from set would have to be the last day of shooting for my character Luke. It was quite the technical scene and I got to work with one of my favorite actors Chris Wood. Great people, great times and a really fun show.


Playing in "Lemonade Mouth" started your adventure with music, which you still continue - in 2015 you released your EP "Life" and this year you released a new single called "Hustle". Your songs can be labelled as acoustic pop rock. How can you describe your main musical influences in lyrics and sound?

It is hard to define but I would say that hip hop, reggae and singer songwriter artists always catch my ear. Hip hop has complex timing in the melody/lyrics and I gravitate to that type of rhythm. Reggae has that feel good "one love" vibe to it that taps into my personal feeling on life and humanity in general and I would say the heart of my music is the singer/songwriter in me. That's where the truth lies. I'm just trying to make sense of the world, using my lyrics and melodies to help myself and others navigate this crazy realm.

You spend a lot of time making music and acting, but I guess you manage to have some time to rest. What are your favorite ways of spending free time?

It ranges from doing absolutely nothing with my lady and/or family to going backpacking out into the wilderness for a couple days to clear my mind and get grounded. I'm either working at 100mph or 0mph haha.

I hope there are more new songs on the way and maybe a full-length album as well. There is also a movie with you called "Baja" coming next year. Can you tell us something more about your plans for the foreseeable future?

Of course! I'm working on a few new singles/music videos that will be released later this year that I'm very excited for people to hear. I'll also be screening "Baja" next month, which I'm looking forward to, and that should be out late this year/early next year. Stay tuned my friends!


If you want to learn more about Chris Brochu and his music, please visit his official website:

Wywiad z Chrisem Brochu

Chris Brochu jest amerykańskim aktorem znanym między innymi z filmów „Lemoniada Gada” i „Surferka z charakterem” oraz serialu „Pamiętniki wampirów”. Od kilku lat robi też karierę jako piosenkarz - w 2015 nagrał EP-kę „Life”, a obecnie pracuje nad kolejnymi utworami, które już wkrótce ujrzą światło dzienne. W wywiadzie Chris opowiada między innymi o początkach swojej kariery, muzycznych inspiracjach oraz planach na przyszłość.


Twoja kariera aktorska zaczęła się w 2007, ale pierwsze ważniejsze role pojawiły się cztery lata później, gdy zagrałeś w filmach „Lemoniada Gada” i „Surferka z charakterem”. Kiedy i w jaki sposób odkryłeś, że chcesz zostać aktorem?

Można powiedzieć, że od zawsze lubiłem zabawiać ludzi. Nie było tak, że zawsze „chciałem” być aktorem, traktowałem to po prostu jako coś naturalnego. Bycie komikiem pozwala mi w charakterystyczny sposób wyrażać siebie i moje uczucia. Mając to na uwadze, aktorstwo pojawiło się w moim życiu właściwie przez przypadek. Mój brat Doug i siostra Kate chodzili na lekcje improwizacji, a ja co tydzień podrzucałem ich na te zajęcia w drodze na trening hokeja i odbierałem po nim. Pewnego dnia nie miałem akurat swoich zajęć, więc zostałem zaproszony na ich lekcje i bardzo miło spędziłem czas. Wtedy stwierdziłem, że też pójdę w aktorstwo i podążam tą ścieżką już 11 lat.

W „Lemoniada Gada” zagrałeś rolę Raya Beecha z rywalizującej z tytułową kapelą grupy Mudslide Crush, a zatem swego rodzaju typa spod ciemnej gwiazdy. Podobała Ci się rola czarnego charakteru?

Lubię grać czarne charaktery. Myślę, że o wiele łatwiej jest mi grać postać, która różni się od mojego własnego usposobienia. Takie role są dla mnie odkrywcze, dają poczucie wolności i dużo frajdy. Pozwalają mi wejść w skórę tej „złej osoby”, zrozumieć ją i motywy jej działania. Staram się usprawiedliwiać ich zachowania w taki sposób, aby pokazać ich ludzki charakter. To nie jest przecież tak, że bez konkretnego powodu podejmują podłe decyzje.

Kiedy już „wyrosłeś” z bycia disneyowskim aktorem, zostałeś Lucasem Parkerem z „Pamiętników wampirów”, jednego z najpopularniejszych amerykańskich seriali. Byłeś już fanem serialu zanim do niego dołączyłeś? Jakie jest Twoje ulubione wspomnienie z planu?

Miałem okazję już wcześniej obejrzeć kilka odcinków „Pamiętników z wampirów”, ale dopiero gdy zacząłem ubiegać się o rolę, postanowiłem oglądać ten serial regularnie. Czułem, że nadaję się do tego show i zgodnie z moim przewidywaniem w ciągu roku udało mi się dołączyć do obsady. Z całą pewnością najlepszą częścią tego doświadczenia było znalezienie świetnych przyjaciół i zdobycie wielu wiernych fanów. Okazują mi dużo wsparcia i dają świetny doping, więc staram się robić wszystko, aby się im odwdzięczyć podczas wspólnych spotkań. Moim ulubionym wspomnieniem z planu jest ostatni dzień nagrywania ujęć z granym przeze mnie Luke'iem. To była bardzo techniczna scena i miałem szansę pracować z jednym z moich ulubionych aktorów, Chrisem Woodem. Wspaniali ludzie, wspaniały czas i bardzo fajny serial.


Rola w „Lemoniada Gada” rozpoczęła Twoją przygodę z muzyką, którą nadal kontynuujesz - w 2015 ukazała się Twoja EP-ka „Life”, a w tym roku wydałeś nowy singiel „Hustle”. Twoje piosenki są zaliczane do akustycznego pop rocka. Jak mógłbyś opisać swoje główne muzyczne punkty odniesienia, jeśli chodzi o teksty i brzmienie?

Trudno jednoznacznie zdefiniować te wpływy. Powiedziałbym, że hip-hop, reggae i piosenkarze sami piszący teksty zawsze zwracają moją uwagę. Hip-hop ma idealny timing w melodii i tekście, fascynuje mnie taki rodzaj rytmu. Reggae ma z kolei ten przyjemny klimacik „one love”, który generalnie wpisuje się w moje postrzeganie życia i ludzi. Można powiedzieć, że sercem mojej muzyki jest ten piosenkarz/tekściarz, który we mnie siedzi. W nim też jest cała prawda. Staram się odkryć sens świata - korzystam z tekstów i melodii, aby pomóc sobie i innym odnaleźć się w tym szalonym królestwie.

Spędzasz dużo czasu tworząc muzykę i grając, ale domyślam się, że udaje Ci się znaleźć jakiś moment na odpoczynek. Jakie są Twoje ulubione sposoby na spędzanie wolnego czasu?

Różnie z tym bywa - od nie robienia zupełnie nic z moją dziewczyną i/lub rodziną, aż do podróżowania z plecakiem w dziczy przez kilka dni, aby oczyścić umysł i zejść na ziemię. Pracuję albo z prędkością 100 mil na godzinę albo zerową haha.

Mam nadzieję, że w drodze są kolejne nowe piosenki, a może i album długogrający. W przyszłym roku ma się z kolei pojawić film „Baja” z Twoim udzałem. Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej o swoich planach na najbliższą przyszłość?

Oczywiście! Pracuję nad kilkoma nowymi singlami i teledyskami, które pojawią się jeszcze w tym roku. Nie mogę się doczekać kiedy ludzie je usłyszą. W przyszłym miesiącu wybieram się na przedpremierowy pokaz „Baja”, na co również czekam z niecierpliwością. Film powinien pojawić się w kinach pod koniec roku lub na początku przyszłego. Tak więc bądźcie czujni, koledzy!


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Chrisa Brochu i jego muzyki, zapraszam na jego oficjalną stronę:
http://www.ctothemb.com/

czwartek, 29 czerwca 2017

Interview with Liz Asaro

Liz Asaro is an American musician from New York, who recently released her debut EP “Rain”. Her music is categorized as alternative rock and consists of powerful vocal, energeric guitars and electronic sound. While making the album, she worked with Gerry Leonard and Sterling Campbell, who collaborated with legendary David Bowie. In the interview Liz is talking about making her debut record, working with talented musicians and her other hobbies besides music.


On 7 March 2017 you released your debut EP “Rain”, which is promoted by a powerful pop-rock song “1000 Years”. How did your adventure with singing start? When did you have your first musical performance?

About 6 years ago, I decided to take guitar lessons, and in my 3rd lesson my teacher Mike told me that the school offered a rock band class. He knew I liked to sing, so he suggested I try it, not realizing it was my dream! So like 8 weeks later I sang in a band (and played guitar) at Kenny’s Castaways on Bleecker Street in NYC. I almost threw up I was so nervous, but I did it! So I took a few more classes, then formed a cover band with my friends, and then just kept on going.

"1000 Years" is a song about how the past affects our present life and what we have learn from our ancestors. How can you describe your inspirations and influences in writing lyrics?

I am fascinated with human nature, so I think about why people do the things they do all the time, and that’s what I write about a lot. Certainly in the case of “1000 Years” I did. I just feel like if people slowed down a bit and thought about their place in the universe, we would all be a lot better off. I happen to believe in past lives, so there’s a little bit of that in there. We have made so much progress as humans, but in some way, we have made so little. I guess the song just asks people to think about all that has been done by those before us to make progress, and ask themselves what they would have done then and is it different than what they would do now.

While working on “Rain” and your upcoming longplay, you had an honour to work with Sterling Campbell and Gerry Leonard, who previously worked with the legendary David Bowie. What are your memories from these amazing collaborations?

Honor indeed. Although they have become friends of mine, I still pinch myself every day with regard to this! It was amazing. Gerry came into the studio with an array of guitars and this spaceship of a pedal board. He listened through to the first song and then added layer, added another, added what was needed, and we moved on to the next. He is so unique and talented, not to mention hilarious. The dimension he added to the songs just blew my mind. And Sterling is just off the hook amazing. He listened through and then just laid down amazing tracks, gave us a couple of options, and they were all phenomenal. It was so much fun working with him. They make it so easy. I have also played live with them, which is a whole other thing. I learned from Sterling how keep things real in this industry, while still moving through it and moving forward. Playing with him, you feel like you are floating on air, that’s the best way I can describe it. You are secure with him there, yet you feel free to do your job. Playing with Gerry is similar in that you just have these beautiful sounds all around you while you work through your lyrics. Simply put, they are great musicians, great people and I am forever grateful for not only their work but their support. One of my favorite memories of working with Gerry was when I asked him, “when do you know the song is done?”. He replied, “There’s input and there’s output. It’s time for output.” I really was what I needed to hear at that moment.

Apart from being a talented musician, you are also a devoted mother, so I guess it may be difficult for you to combine a music career and motherhood. What are your tips to manage your time effectively and have some time for yourself as well? Do you have some other hobbies besides singing?

I don’t know if I have figured out all the tricks yet! It’s hard for sure, there are days when I just have to accept that stuff I planned is just not getting done. Music is incredibly time consuming, and I hate missing anything my kids do. I love to exercise so I try really hard to work out a few times a week. I have kind of given up some of my hobbies like tennis and making stuff by hand, just because the focus on music is worth it. I would rather spend all of those hours attending my kids events and helping to organize their lives. I love my friends and family, so I spend time going out with them as often as I can.

You have already played some concerts in your hometown New York, but I know that you plan to show your skills also in different cities. Is there a chance to see you in Europe soon?

Yes there is definitely talk of playing in the UK. I think late fall perhaps, and I am very much looking forward to that! And I will definitely be playing in the US outside of NYC in late summer and fall as well.

Your debut full-length album is on the way as well as more gigs promoting your new music. What can we expect from your record and what are your plans for the foreseeable future?

At the moment we are reproducing and tweaking several of the current tracks, and I am writing new material. The EP and album will be similar in that have an alternative edge keeping that rock element in there, but in combination with current electronic sounds. I will be releasing a couple of singles this summer, then the full EP in the fall.

Thank you for the interview.

Thank you so much!!!


If you want to learn more about Liz Asaro and her music, please visit her website:
https://www.facebook.com/lizasaromusic/
http://lizasaro.com/

Wywiad z Liz Asaro

Liz Asaro jest amerykańską piosenkarką z Nowego Jorku, która wydała niedawno swoją debiutancką EP-kę „Rain”. Jej muzyka zaliczana jest do rocka alternatywnego, łączy w sobie mocny wokal, energetyczne gitary i elektronikę. W pracy nad albumem pomagali Liz muzycy pracujący niegdyś z Davidem Bowiem - Gerry Leonard i Sterling Campbell. W wywiadzie Liz opowiada o kulisach powstawania debiutanckiego krążka, pracy z utalentowanymi muzykami oraz swoich pozamuzycznych zainteresowaniach.


7 marca 2017 wydałaś swoją debiutancką EP-kę „Rain”, którą promuje energetyczny pop-rockowy utwór „1000 Years”. Jak zaczęła się Twoja przygoda ze śpiewaniem? Kiedy miał miejsce Twój pierwszy muzyczny występ?

Jakieś sześć lat temu zapisałam się na lekcje gry na gitarze i na mojej trzeciej lekcji mój nauczyciel Mike powiedział mi, że szkoła oferuje też zajęcia w kapeli rockowej. Wiedział, że lubię śpiewać, więc zasugerował, żebym spróbowała. Nie miał pojęcia, że to było moje marzenie! Tak więc osiem tygodni później zaśpiewałam w kapeli (i grałam na gitarze) w Kenny’s Castaways na Bleecker Street w Nowym Jorku. Z nerwów prawie zwymiotowałam, ale udało mi się! Postanowiłam zatem wziąć kilka lekcji więcej, potem stworzyłam z kolegami cover band, a reszta przyszła już sama.

„1000 Years” to piosenka o tym jak przeszłość wpływa na nasze obecne życie i o tym czego możemy nauczyć się od naszych przodków. Jak mogłabyś opisać swoje inspiracje i wpływy przy pisaniu tekstu?

Fascynuje mnie ludzka natura, więc myślę o tym, dlaczego ludzie cały czas robią to co robią i dużo o tym piszę. Z całą pewnością tak było w przypadku „1000 Years”. Po prostu czuję, że gdyby ludzie zwolnili na chwilę i pomyśleli o swoim miejscu we wszechświecie, wszystkim nam żyłoby się lepiej. Tak się składa, że wierzę w poprzednie wcielenia, więc to też ma wpływ na przekaz. Z jednej strony jako ludzkość zrobiliśmy duży postęp, a z drugiej to wciąż tak mało. Wydaje mi się, że ten utwór prosi ludzi, aby pomyśleli o tym co zostało dla naszego rozwoju zrobione przez poprzednie pokolenia i zapytali siebie, co oni zrobiliby na ich miejscu i czy zachowaliby się inaczej niż robią to teraz.

Podczas pracy nad „Rain” i Twoim nadchodzącym albumem długogrającym miałaś zaszczyt pracować ze Sterlingiem Campbellem i Gerrym Leonardem, którzy wcześniej pracowali z legendą muzyki Davidem Bowiem. Jakie są Twoje wspomnienia z tej niesamowitej współpracy?

To na pewno ogromny zaszczyt. Chociaż stali się oni dla mnie przyjaciółmi, nadal nie mogę do końca uwierzyć, że to nie jest sen! To niesamowite. Gerry przyszedł do studia z pełnym zestawem gitar i kosmicznym pedalboardem. Przesłuchał pierwszej piosenki i zaczął nakładać na nią kolejne efekty, wszystko co uważał za potrzebne, a potem od razu zabierał się za kolejne utwory. Jest bardzo utalentowany i jedyny w swoim rodzaju, nie wspominając o jego poczuciu humoru. Wzniósł moje utwory na zupełnie nieziemski poziom. A Sterling jest bez cienia wątpliwości zadziwiający. Przesłuchał piosenek, a potem po prostu przerobił je na świetne przeboje - dał nam do wyboru kilka opcji i wszystkie były fenomenalne. Praca z nim dała mi wiele radości. Obydwaj sprawili, że tworzenie albumu nagle stało się proste. Grałam też z nimi koncerty na żywo, co jest jeszcze inną historią. Dowiedziałam się od Sterlinga jak zachować szczerość w tym biznesie, a jednocześnie cały czas iść do przodu. Grając z nim, czujesz jakbyś unosił się w powietrzu - tak można to najlepiej opisać. Czujesz bezpieczeństwo, ale jednocześnie wolność w wykonywaniu swojej pracy. Granie z Gerrym jest podobne - masz te piękne dźwięki wokół siebie, a sama radzisz sobie ze swoimi tekstami. Mówiąc prościej, obydwaj są świetnymi muzykami, wspaniałymi ludźmi i będę im dozgonnie wdzięczna nie tylko za ich pracę, ale i wsparcie. Jednym z moich najpiękniejszych wspomnień z pracy z Gerrym było to, jak zapytałam go: „Kiedy wiesz, że piosenka jest gotowa?”. Na to on odpowiedział: „Jest wkład wstępny i wydobycie gotowego produktu. Teraz czas na wydobycie”. Właśnie to chciałam w tym momencie usłyszeć.

Oprócz bycia utalentowanym muzykiem, jesteś również oddaną mamą, więc domyślam się, że może być Ci trudno łączyć karierę muzyczną i macierzyństwo. Jakie są Twoje sposoby na efektywne gospodarowanie czasem i znalezienie też chwili dla siebie? Czy masz jakieś inne zainteresowania poza śpiewem?

Nie wiem, czy już wypróbowałam wszystkich sztuczek! Na pewno jest to trudne, zdarzają się dni, że po prostu muszę zaakceptować fakt, że nie wykonam wszystkiego zgodnie z planem. Muzyka jest bardzo czasochłonna, a nie znoszę tracić ważnych momentów z życia dzieci. Lubię ćwiczyć, więc próbuję znaleźć też kilka chwil w tygodniu na treningi. Musiałam porzucić niektóre z moich hobby jak tennis czy rękodzieło właśnie dlatego, że skupienie się na muzyce było tego warte. Wolę spędzić te godziny, przychodząc na ważne imprezy z udziałem moich dzieci, czy pomagając im organizować swoje życie. Uwielbiam moich przyjaciół i rodzinę, więc jak tylko mogę wychodzę z nimi na różne spotkania.

Zagrałaś już kilka koncertów w swoim rodzinnym Nowym Jorku, ale wiem, że planujesz pokazać swoje zdolności również w innych miastach. Czy jest szansa zobaczyć Cię w Europie w najbliższej przyszłości?

Tak, rozmawiamy już o koncertach w Wielkiej Brytanii. Przypuszczam, że odbędą się one późną jesienią i wprost nie mogę się doczekać! Na pewno będę też występowała w Stanach poza Nowym Jorkiem pod koniec lata i jesienią.

Twój debiutancki album długogrający pojawi się już wkrótce, jak również kolejne koncerty promujące Twoją muzykę. Czego możemy się spodziewać po Twoim krążku i jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?

W tym momencie odtwarzamy i podrasowujemy niektóre z obecnych materiałów, nadal też tworzę nowy materiał. EP-ka i album będą do siebie podobne, z mocnym elementem rocka alternatywnego, ale połączonym z nowoczesnymi dźwiękami elektroniki. Tego lata wypuszczę kilka singli, a całą EP-kę jesienią.

Dziękuję za wywiad.

Również bardzo dziękuję!


Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Liz Asaro i jej muzyki, zajrzycie na jej stronę: